Zygmunt Różycki o jesieni…

Pożółkłe padają liście

 

Pożółkłe liście jesienne,
Zwiędnięte padają liście
I świecą krwawo, złociście
I niebo łka bezpromienne,
Czekając na czyjeś przyjście…

I serce moje łka senne,
Roniąc łzy bólu rzęsiście,
I czeka na czyjeś przyjście,
Na czyjeś słowo promienne…

…………………………

Pożółkłe padają liście,
Pożółkłe liście jesienne…

O zwiędłych liści pomięte dywany !..

 

O, zwiędłych liści pomięte dywany !
O, zwiędłych liści szkarłatne kobierce !
Wy tak płaczecie, gdyby moje serce
I krwią świecicie, gdyby moje rany !

I ja tak samo, jak wy, wichrem gnany,
Biczowań mściwie przez losy szyderce,
Tułam się smutny w ciągłej poniewierce,
Nie mając żadnej ostoi świetlanej…

……………………………….

O, zwiędłych liści szkarłatne kobierce,
O, moje krwawe, niezgojone rany!

Jesienią

 

Przez nagie, ciche martwych pól przestrzenie,
W jakiejś potężnej, królewskiej zadumie
Płyną dwa duchy, błędne, srebrne cienie-
W jesiennych wichrów płyną smutnym szumie
Kędyś w dal mglistą, kędyś w nieskończenie…
Targane wiatrem stoją smutne grusze,
U stóp ich leżą zwiędłe, zżółkłe liście,
Niby strącone z niebios smutne dusze,
A psalm jesieni huczy uroczyście,
Budząc odludne, mroczne leśne głusze…
W ciemnej, mistycznej głębi uroczyska,
Gdzie stoją smutkiem całowane drzewa,
Jakieś światełko blade w mrokach błyska,
W podziemiach głuchych cichy jęk omdlewa
I szatan dzikie odprawia igrzyska…
Przez melancholią spowite ugory,
Gdzie legła straszna, milcząca martwota,
Wloką się czarne snów jesiennych zmory
I chwiejnym krokiem idzie w dal tęsknota,
A za nią płaczą obumarłe bory…

Zygmunt Różycki, 1911

Wiersze  związanego z Tomaszowem poety ukazały się w wydanym w 1911 roku w Warszawie tomiku „Wybór poezyi”. Wyraźne są w nich charakterystyczne dla poezji Różyckiego smutek i tęsknota.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*