Zalew Sulejowski – raj dla żeglarzy, wędkarzy i … nudystów

Położony pomiędzy Barkowicami a Smardzewicami Zalew Sulejowski, to jeden z największych i najpopularniejszych zbiorników wodnych leżących w centralnej Polsce. Utworzony w latach 1969-1974 poprzez spiętrzenie rzeki Pilicy zaporą w Smardzewicach (powstała tama ma długość około 1200 m i wysokość 16 m) liczy około 17,1 km długości. Dlaczego Sulejowski? Zapewne dlatego, iż wówczas było to najbliżej położone od zbiornika miasto. Dziś do tej nazwy każdy już przywykł, ale na początku nazwa zalewu wzbudzała pewne kontrowersje. W 1973 roku Stefan Siniarski w imieniu Stowarzyszenia Przyjaciół Wolborza, zapewne rozpatrując od strony historycznej, zaproponował nazwanie go co najmniej Zalewem Wolborsko-Sulejowskim. Siniarski twierdził, że zbiornik nie ma nic wspólnego z Sulejowem, jak i też z dużym ośrodkiem przemysłowym Tomaszowem Maz, ale najwięcej z Wolborzem:

Powstające „morze” zajmuje tylko ziemie wolborskie należące historycznie do byłej kasztelanii wolborskiej. A sama rzeka Pilica przepływa przez Sulejów na odcinku 3 km, podczas gdy długość jej właśnie na ziemi wolborskiej przekracza 30 km. Ponadto większość dróg dojazdowych do zalewu prowadzi przez Wolbórz, albo gminę Wolbórz. A propos nazwy i pytania: Zalew Sulejowski, czy wolborsko-sulejowski – przemawiają również inne argumenty. Sam Wolbórz leży w odległości 5 km naprzeciw środkowej części zalewu rozciągającego się na długości 15 km. Natomiast Sulejów od najdalszej części zalewu od strony Tomaszowa Maz. jest odległy aż o 20 km.


Okiem na plażę nudystów nad Zalewem Sulejowskim

Zalew Sulejowski docelowo utworzony został aby zapewnić wodę pitną dla mieszkańców Łodzi i Tomaszowa Mazowieckiego, ale jego bogato zalesiona sosną z domieszką brzozy, dębu oraz świerku i urozmaicona linia brzegowa, urokliwe, spokojne zatoczki, piaszczyste plaże sprawiły, że zalew od samego powstania był idealnym miejscem do wypoczynku, co od razu dostrzegli mieszkańcy centralnej Polski. Duża obecnie ilość hoteli, pensjonatów i innych ośrodków turystycznych sprawiają, iż nie brakuje tam odpoczywających i turystów. Jednak w latach 70-tych nie było tam tak kolorowo. Okolice nowo powstałego zalewu świeciły pustkami, a ośrodków rekreacyjno-wypoczynkowych było jak na lekarstwo. Wypoczywano „na dziko”, a zbiornik często służył celom… powiedzmy higieniczno-motoryzacyjnym, o czym czytamy w Dzienniku Łódzkim z 1974 roku:

A nad wodą – jeden dom wczasowy – pozostałość po budowniczych zapory, I to wszystko. Rozumiemy ciekawość ludzi chcących obejrzeć zalew. Nie rozumiemy jednak dlaczego część właścicieli (średnio 600 samochodów podjeżdżających w niedzielę nad zaporę) musi koniecznie myć swoje wozy w zbiorniku, z którego Łódź pije wodę? Apelujemy więc do zakładów pracy, by raczej nie organizowały tam przez 2-3 lata wycieczek pod hasłem „z radą zakładowąˮ, wycieczek sprowadzających się na ogół do niszczenia lasów.

Rok później też nie było wesoło:

Wypoczywający musi radzić sobie sam, pusto tam jeszcze i głucho, żadnych kiosków spożywczych, barów, obiektów sportowych ze świecą szukać, kwatery tylko prywatne, ale chyba nie są one prowadzone przez bezinteresownych Samarytan. Palić trzeba własne ogniska, przypiekać przywieziono kiełbaski, rozrzucać własne śmieci. Niczym było pobojowisko po bitwie pod Grunwaldem, wobec tego, co można zobaczyć nad zalewem w poniedziałki…

Zalew od zawsze był ulubionym miejscem przez wędkarzy. W jego wodach na dobre zadomowiły się: płoć, leszcz, karp, amur, szczupak, okoń oraz podobno rekordowo duże sandacze. To bogactwo doprowadzało do tego, iż zalew okazał się też dobrym terenem do uprawiania działalności przestępczej, a mówiąc ściślej kłusownictwa. Do ciekawego zdarzenia doszło na początku lat 80-tych. W 1982 roku złodziejskim procederem na szeroką skalę zajęło się 10 pracowników smardzewickiego oddziału przedsiębiorstwa taboru pływającego z Żerania. Przy okazji zleconego im poszerzania i pogłębiania koryta Pilicy postanowili oni dorobić sobie prowadząc intratną „działalność dodatkową”. Na wodach Zalewu Sulejowskiego dokonywali kłusowniczego odłowu ryb przy pomocy agregatu prądotwórczego, sieci i sznurów z haczykami, które to znaleźli podczas przeszukiwania używanych przez kłusowników pogłębiarki i kutra piotrkowscy milicjanci. Ze sportem wędkarskim nie miało to nic wspólnego. Kłusownicy mieli odłowić przy ich pomocy co najmniej tysiąc kg ryb.


Port w Adamowie/Bronisławowie

Nad zalewem można spotkać mnóstwo ptaków: rybitwy, mewy śmieszki, kaczki głowienki, popularne krzyżówki, a także łabędzie. Dziś zalew w gorące letnie dni tętni życiem. Nawet w pozornie niezaludnionych, zarośniętych brzegach, co chwila można spotkać wędkarza czy przycumowany do brzegu jacht szukający samotności po portowym chaosie. Po całym tygodniu w zgiełku warto zajrzeć nad to miejsce, aby nabrać sił oddychając świeżym powietrzem w otoczeniu lasów. Zbiornik to raj dla wędkarzy, miłośników kąpieli i plażowania oraz … nudystów, którzy jak pewnie mało kto wie, także tu posiadają swoją plażę. Istnieje ona od kilku lat w okolicach Bronisławowa. Plaża ta zyskuje podobno coraz większe grono zwolenników (głównie przyjezdnych), szczególnie w upalne weekendy…

red.

 

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*