Z guberni piotrkowskiej do domów rozpusty w Buenos Aires

W maju 1899 roku ujawniono, że w guberni piotrkowskiej sformowała się szajka handlarzy tzw. żywym towarem. Dziewczyny dostarczono aż do Buenos Aires. Punktem centralnym tego procederu był Będzin i Sosnowiec – miasta leżące w południowej części guberni.

Uprawiającymi proceder handlu kobietami byli Żydzi – młodzi i przystojni. Upatrzywszy swe ofiary zawierali z nimi znajomość pod pretekstem starania się o rękę. Panowie ci szybko oświadczali się, a jeśli kobieta zgadzała się na bycie razem, jeszcze szybciej upraszali o przyspieszenie terminu wesela. Oświadczali, że muszą emigrować do Ameryki, ażeby uniknąć służby wojskowej i przez to ślub może odbyć się tylko za granicą.

Wiele dziewczyn chętnie przystawało na te propozycje i zaopatrzone w półpaski, czyli pozwolenie na przebycie granicy i krótki pobyt za nią, na cudze imię, przejeżdżały przez granicę Królestwa Polskiego do Katowic, gdzie w zajeździe niejakiego Kaufmana spotykano się z zagranicznymi agentami tego procederu.

Z Katowic dziewczyny jechały w dalsza drogę w towarzystwie zagranicznych agentów – zakupiono im miejsca w wagonach sypialnych, przez Berlin, do któregoś z portów morskich – najczęściej do Hamburga, ale wyruszano też z włoskiej Genui. W porcie „narzeczeni” oddawali swe ofiary w ręce zagranicznych agentów, którzy grając rolę przyjaciół „państwa młodych” lokowali dziewczyny na okrętach angielskich odpływających do Ameryki. Dziewczyny nie znając języka angielskiego były na statkach w pułapce, stając się niejako niewolnicami swoich „opiekunów”. Po dotarciu do portu w Buenos Aires dziewczęta sprzedawane były przez „opiekunów” do domów rozpusty. Sprzedawano na zasadzie „kto da więcej”.

Nieco inna forma stosowana była dla działających już w kraju prostytutek. Tym obiecywano złote góry na nowej argentyńskiej ziemi – mówiono, że z uwagi na małą liczbę kobiet w Argentynie płaci się tam krocie za usługi erotyczne, obiecywano jedwabne stroje i pieniądze tytułem zaliczki. Po wywiezieniu ich do Buenos Aires odstawiano je już bezpośrednio do domów rozpusty.

Podczas początkowego śledztwa zaledwie kilku członków procederu udało się władzom przy pomocy policji zagranicznej oskarżyć. Byli to: 26-letni Moszek Hendler z Będzina, 32-letni Icek Bienkowicz z Sosnowca oraz ich wspólniczka Chana Piekarczykówna.

Jak zeznali świadkowie procederu, praca ta opłacała się sowicie. Hendler po jednej wypraw gdy odwoził damy o nazwisku Grosnacht i Pruszycka przywiózł do domu, po odliczeniu kosztów podróży, aż 1100 rubli. Płacono po 400 czy 500 rubli za każdą dziewczynę, a za te najładniejsze nawet 1000 rubli.

Co ciekawe, Sąd Okręgowy w Piotrkowie nie znalazł w kodeksie karnym artykułu, który by tego rodzaju przestępstwa opisywał. Skazał oskarżonych jedynie za stręczenie do nierządu, na bardzo łagodną karę miesiąca aresztu policyjnego.

Przeciwko temu wyrokowi zaprotestował prokurator piotrkowskiego sądu. Sprawa w ten sposób została oddana w charakterze drugiej instancji do Warszawskiej Izby Sądowej. Ta uchyliła wyrok pierwszej instancji, uznając oskarżonych za winnych przestępstwa podżegania poddanych Cesarstwa do emigracji za granicę Państwa, skazując Hendlera i Bienkowicza na roczne zesłanie do rot aresztanckich, a Piekarczykównę na osadzenie w więzieniu, również na rok.

I ta druga kara nie wydała się jakaś surowa bo wiele ofiar procederu „skazanych” było w tym czasie na długie lata przebywania w domach publicznych na argentyńskiej ziemi.

pjl

Udostępnij ten artykuł swoim znajomym:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *