Wspomnienia z Rogowca: O grzybach i malarzu Przybylskim

Historia sięga lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Nie jest tajemnicą, że Rogowiec* i okolice słynęły z cudownych grzybnych lasów. Grzyby rosły wszędzie, w lesie, na łąkach i gospodarskich podwórkach. Wszyscy byli grzybiarzami, także mój tata, Jan Braun, urodzony w Rogowcu. Stamtąd, po sześcioletniej (1939-1945) niewolniczej pracy u bauera w Schlochau (obecnie Człuchów), przeniósł się do Łodzi. W latach pięćdziesiątych był zatrudniony w Przedsiębiorstwie Pogrzebowym przy ulicy Zgierskiej. Jak to między kolegami, opowiadał o dziewiczym regionie, o lasach pełnych grzybów, stawów, torfowisk. Zorganizowano wycieczki autokarem (był cały czarny, z palemkami na bokach) z tego przedsiębiorstwa. Kilkudziesięciu grzybiarzy przyjeżdżało na podwórko byłej szkoły w Rogowcu do Władysławy Braun. Po powrocie z grzybobrania, wzmocnienia czymś mocniejszym, wszyscy oczekiwali na najlepszą na świecie zalewajkę gotowaną przez gospodynię. Jeśli ktoś nie miał szczęścia, lub „zasłabł” po spożyciu większej ilości trunków, mógł kupić od miejscowych grzyby. To był naprawdę wesoły autobus. Wszyscy byli zadowoleni, wypoczęci i z planami na następne spotkanie.

Na wprost Przedsiębiorstwa Pogrzebowego mieszkał Tadeusz Przybylski, był właścicielem domu i Skupu Surowców Wtórnych. On także dowiedział się o tym „eldorado”. Zabrał się na następny wyjazd i…. zakochał się bezgranicznie w tej malutkiej wiosce, zamkniętej ze wszystkich stron lasem. Zaczął rozpytywać, czy jest do sprzedania działka lub dom.

Prawie wszystkie domy w Rogowcu były zbudowane z bali, pokryte słomą. Jeden z nich był do sprzedania – był własnością rodziny Bladów, która przeprowadziła się do Sosnowca. Ten dom miał swoją tradycję. Dawno temu w budynku tym znajdowała się karczma, później właścicielką była Niemka Górcyna. W tym czasie w poprzek działki stała stodoła, koło niej stary dąb i stare drzewa wiśniowe. Po jej śmierci dom kupiło dwóch młodych Żydów. W sieni wypiekali pieczywo, bułki tzw. gryzki, były znane w całej okolicy. Jednak piekarnia nie szła zbyt dobrze, gdyż chleb piekła każda gospodyni na wsi. Od nich ten dom kupiła rodzina Bladów.

Panu Przybylskiemu udało się sfinalizować kupno działki z domem. Działka z laskiem miała powierzchnię ponad 5.000 m². Dom zbudowany był z drewnianych kloców, składał się z 2 izb mieszkalnych, sionki – kuchni i z lewej strony obórki. Pan Tadeusz tak jak umiał poprawiał i malował dom, uprawiał działkę. Przywiózł z Łodzi ciężarowym samochodem deski po paletach, całe skrzynki starych gwoździ, stare okna itp., rzeczy które skupował w swoim sklepie. W Rogowcu przebywał od kwietnia do końca września. Stał się od samego początku wiodąca postacią w tej wiosce. Był wspaniałym bajarzem. Prawie każdego wieczora w dużym pokoju mojej babci potrafił godzinami opowiadać do zgromadzonych mieszkańców wspaniałe opowieści okraszone kawałami i bujną fantazją. Śmiechu było co niemiara w obłokach dymu tytoniowego, gdyż nigdy nie rozstawał się ze swoimi ukochanymi cygarami. Klimatu dodawało to, że nie było prądu, w migającym świetle sączącym się z lamp naftowych jego opowieści nabierały jeszcze większego kolorytu. Sprowadził ponad 1.000 książek, założył bibliotekę w domu Wiesławy Siewiery – książki były skatalogowane, miały swoje karty. Mówił o Adamie Mickiewiczu który w Panu Tadeuszu napisał: O, gdybym kiedy dożył tej pociechy, Żeby te księgi trafiły pod strzechy. Nie bardzo mu to wyszło. Książki w dużej części zaginęły, jego marzenia spełzły na niczym…


000092-przybylski
Rogowiec, ul. Wiejska 20, nieistniejący już dom Tadeusza Przybylskiego

Pan Przybylski potrafił skupiać wokół siebie młodzież, w tych latach tworzyliśmy bardzo mocną grupę wakacyjną – przyjeżdżały w wakacje na Rogowiec koleżanki i koledzy z Sosnowca, Warszawy i Łodzi. Pamiętam jak dziś, kiedy słuchaliśmy na ławeczce przed domem pana Tadeusza, z tranzystorowego radyjka transmisję z lądowania na księżycu w dniu 16 lipca 1969 Appollo 11 z kosmonautami USA: Neilem Armstrongiem, Edwinem Aldrinem i Michaelem Collinsem. Wpatrywaliśmy się w niebo szukając statku kosmicznego – pan Tadeusz twierdził, że jest go doskonale widać tylko trzeba bardziej się skoncentrować. Jak zwykle zmyślał… Kupował i sadził nowe odmiany drzew owocowych – na Rogowcu rosły tylko dzikie wiśnie, grusze zwane przez miejscowych „pierdziołkami” i papierówki. Jego warzywniak imponował miejscowym gospodyniom. Jego włoszczyzna była takim samym zjawiskiem, jak sprowadzenie tych warzyw przez królową Bonę do Polski!

Był malarzem amatorem, cały czas coś malował. Chodził ze sztalugą po okolicznych lasach i łąkach. Nie posiadał płótna, więc malował na sklejkach, grubszych arkuszach papieru, kawałkach desek. Nie zachowało się wiele pamiątek (jestem w posiadaniu jednego z dwóch znanych mi obrazów). Moi rodzice otrzymali obraz (namalowany na sklejce) pokazujący drogę w kierunku Biłgoraju, pomiędzy cmentarzykiem ewangelickim a domem Kubiaka. Drugi obraz jest w posiadaniu Henryki i Jerzego Braunów. Największym osiągnięciem Tadeusza Przybylskiego było namalowanie w szczycie swojego domu sceny z rykowiska jeleni. Był człowiekiem starszym, przy tuszy. Bardzo długo pracował nad swoim malowidłem, ale efekt był znakomity. Był dumny ze swojego dzieła, lubił fotografować się, sporo ludzi uwieczniało tę sztukę ludową.


sam_2326
Obraz Tadeusza Przybylskiego

Latami wspominano wesołą historię: Mój wujek Jerzy Braun, mieszkał w Łodzi niedaleko domu pana Tadeusza, na ulicy Kniaziewicza. Raz umówili się, że pojadą razem na motocyklu marki „IŻ” mojego wujka. Był to charakterystyczny pojazd, z tyłu miał siedzenie z bagażnikiem na sprężynach. Pan Tadeusz nazbierał pięknych prawdziwków, które umieścił w tym bagażniku. Drogi jak to drogi, nie były zbyt równe, i jadąc w kierunku Łodzi wielu mijanych ludzi machało do nich. Pan Tadeusz chcąc się pochwalić, powiedział do kierowcy:
– Panie Jurku, proszę zobaczyć ilu ja mam znajomych, wszyscy mi machają i pozdrawiają.
Okazało się, że to wylatującego prawdziwki z bagażnika były powodem tych przyjaznych gestów, ale to dotarło do pana Tadeusza dopiero przed jego domem w Łodzi, koszyk był prawie pusty…


000093-przybylski
Widok budynku od strony sąsiada, na zdjęciu Roman Braun

Niestety, zapalenie płuc którego nabawił się podczas zimnej wrześniowej nocy na Rogowcu, zakończyło jego barwne i ciekawe życie. Po trzech tygodniach choroby zmarł w Łodzi i został pochowany na cmentarzu w Radogoszczu. Po jego śmierci, budynek i ogród ulegały powolnemu zniszczeniu.

W 1976 roku kupiłem od syna pana Tadeusza działkę i budynek. Nie nadawał się już do zamieszkania, dom służył już jako magazyn. Wyjechałem z rodziną w 1987 roku za granicę. W tym czasie poprzez silne wichury dach uległ zniszczeniu, a dalsze zniszczenia zagrażały linii elektrycznej, dlatego podjąłem decyzję o jego rozbiórce. Rozbiórkę tego domu podjęli się moi kuzyni, Józef i Krzysztof Grabarczykowie. Teraz bardzo żałuję tej decyzji, niestety nie mogłem przez wiele lat przyjechać do Polski i bardziej zastanowić się nad zabezpieczeniem tego zabytku… Mam poczucie winy, teraz po ponad 20 latach postąpiłbym inaczej…

Andrzej Braun

* Rogowiec – wieś sołecka położona w powiecie bełchatowskim, w gminie Kleszczów. We wsi znajduje się obecnie kopalnia odkrywkowa węgla brunatnego oraz elektrownia „Bełchatów”.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*