Wrześniowa tragedia Sulejowa… Kontenery na śmieci przy grobach ofiar 1939 roku

Nawet słowo „terroryzm” użyte podczas niedawnych obchodów rocznicy wybuchu II wojny światowej przez prezydenta Andrzeja Dudę w kontekście nalotów niemieckich na Wieluń, nie oddają tego, co spotkało mieszkańców Sulejowa na początku września 1939 roku.

Nalotu na Sulejów 4 września dokonały dwa dywizjony bombowców nurkujących Luftwaffe. Lotnicy tych jednostek mieli rekrutować się z szeregów sfanatyzowanych członków Fliegerhitlerjugend, wdrożonych do ślepego posłuszeństwa wobec wszelkich zbrodniczych rozkazów – jak pisał piotrkowski historyk Jan Góral. Bestialskie bombardowanie zaskoczyło bezbronne miasto, toteż żniwo śmierci było ogromne. Ginęła niemal wyłącznie ludność cywilna.

Liczący przed II wojną światową około 7,5 tys. mieszkańców Sulejów, w wyniku nalotów poniósł ogromne straty ludnościowe, ale liczbę zabitych i rannych trudno dzisiaj precyzyjnie ustalić. Jak ustalił Jan Góral – w połowie września 1939 r. w dwu zbiorowych grobach złożono zwłoki około 700 osób, w tym około 400 narodowości żydowskiej. Ciała Polaków grzebano na placu należącym do cmentarza katolickiego, poza jego ogrodzeniem. Z zeznań świadków wiadomo, że początkowo zwłoki wielu ofiar grzebano także na cmentarzu w obrębie parkanu. Można więc przyjąć, że ofiarą nalotów było więcej niż 700 osób. Około 200 ofiar mieli stanowić uciekinierzy (m.in. z Wielunia czy Piotrkowa).



Podobnie jak straty ludnościowe, trudno jest również określić straty materialne poniesione w wyniku bombardowań. Kompletnemu zniszczeniu uległo 491 budynków mieszkalnych i 484 gospodarcze, a ponadto większość budynków użyteczności publicznej i zakładów przemysłowo-usługowych. Zniszczone zostały m.in. nowy i stary budynek szkolny wraz ze sprzętem, budynki Zarządu Miejskiego i aresztu, elektrownia, łaźnia, rzeźnia miejska. Miasto uległo zniszczeniu w 70%, przemysł w 60%. Spalono też dom starców i kalek.

Opis bombardowania Sulejowa i jego skutki dokładnie odtwarzają zeznania świadków. Wszyscy oni prawie identycznie przytaczają makabryczne obrazy katastrofy miasta i jego mieszkańców. Z ich zeznań wyłaniają się przerażające widoki zniszczeń i ludobójstwa. Władysław Hartman, który przybył wraz z rodzicami (ojcem Władysława Hartmana był mjr Gustaw Hartman – lekarz w 25 pp w Piotrkowie) i siostrą rankiem 4 września z bombardowanego Piotrkowa, ten tragiczny dzień opisywał tak:

Sulejów bombardowany był przez niemieckie lotnictwo trzykrotnie. Przed godziną 12.00 pojawił się samolot zwiadowczy, który wykonał kilka okrążeń nad miastem. Około godz. 14.00 nadleciało, w przybliżeniu, 12 samolotów. Zrzucono bardzo dużą ilość bomb zapalających. Z broni automatycznej piloci bezlitośnie strzelali do ludzi. Nalot trwał do 20 minut. Z godzinnymi przerwami lotnictwo niemieckie dokonało następne dwa naloty. W ciągu trzech godzin miasto przestało istnieć. Sulejów zasłany był ciałami zabitych kobiet, dzieci i mężczyzn. Ofiary nalotów stanowiła wyłącznie ludność cywilna. Domostwa płonęły do późna w nocy.



Cała rodzina Hartmanów przeżyła bombardowanie Sulejowa, ale 4 września zginęło tam wielu innych piotrkowian, m.in. piotrkowianka 34-letnia Stanisława Trojanowska z synami, 10-letnim Mirosławem i 9-letnim Sławomirem. Aptekarz Michał Moraczewski wspomina:

Bombowce zrzucały bomby kruszące i zapalające i ostrzeliwały z broni pokładowej tłumy uciekinierów (…). Widziałem niezliczoną ilość zabitych – co parę kroków napotykałem rozszarpane zwłoki, poprzewracane wozy, poplątane druty telefoniczne leżące na ziemi. Nie widziałem żadnego ocalałego domu mieszkalnego. Nietknięty pozostał tylko kościół i budynek straży pożarnej. Ludzie, którzy pozostali przy życiu, krzyczeli jak obłąkani.

Obserwujący nalot z lasu Czesław Rymanowski opowiadał natomiast tak:

Widać było walące się budynki, domy stały w ogniu, słychać było krzyki nawoływania (…). W drodze do domu widziałem, jak na ulicach, placach i ruinach leżało bardzo dużo osób zabitych, zmasakrowanych.

Marcjanna Leska, która opuściła miasto po nalocie powracając do niego 7 września relacjonowała:

Widziałam wówczas na ulicach wielu zabitych. Mieszkańcy ładowali właśnie widłami i łopatami szczątki ciał na wybielone wapnem wozy. Na ulicy Taraszczyńskiej widziałam stos ciał poukładanych w jedno miejsce (…). Na kikutach drzew zwisały wnętrzności ludzkie (…). Na Nadpilicznej widziałam zabitą kobietę, z trojgiem również nieżywych dzieci. Jedno z nich – niemowlę – było w jej ramionach przywarte do piersi.



Naloty na Sulejów w dwóch kolejnych dniach (tj. 5 i 6 września), również po południu, oraz ostrzał artyleryjski 6 września spowodowały, że ocalało niewiele domów. Następnego dnia do umierającego miasta wkroczyły wojska niemieckie, które dopełniły dzieło zniszczenia. Hitlerowscy żołnierze polewali domy mieszkalne benzyną i niszczyli te, których nie zburzyły bomby. Apokaliptyczny obraz miasta z opisu samego sprawcy tej zbrodni, dowódcy jednego z dywizjonów Oskara Dinorta, który wraz z kolegami w dwa tygodnie po nalocie oglądał własne zbrodnicze dzieło, przytoczyć można słowa:

(…) jesteśmy w Sulejowie. Nie, tego się nie da opisać, tzn. działania naszej broni, i nawet fotografie dają tylko słabe wyobrażenie o tym, co my ujrzeliśmy. Dom przy domu zniszczony aż do fundamentów, dachy pozrywane, półpiętra rozbite, ulice podziurawione przez metrowe leje. Dom przy domu leżą jak wypatroszone zwierzęta. Pogięte przęsła, pościel, stoły zwisają z pustych otworów okiennych jak wyrwane wnętrzności. Wszędzie leży porozrzucany rozbity sprzęt domowy (…). Z mieszkańców nie widać prawie nikogo (…). Wszystko, wszystko jest strzaskane! Jedynie most pozostał cały, który łączy oba brzegi, a także mały kościół.



Czytając powyższe relacje, które ujął w swej książce nieżyjący już Jan Góral, nasuwa się tylko smutne skojarzenie z… obecnym, codziennym widokiem miejsca spoczynku i upamiętnienia ofiar nalotów z września 1939 roku, znajdującym się na cmentarzu katolickim w Sulejowie. Czy ofiary wojny zasługują na zapomnienie przez lokalną społeczność i władze miasta, które przypominają sobie o nich jedynie w dniach rocznicowych? Bo czego dowodem może być fatalny stan pomnika ofiar, zarośnięte chwastami groby i dopełniający przygnębiającego widoku… śmietnik, postawiony bezmyślnie tuż przy miejscu pamięci tak wielu sulejowian i innych ofiar II wojny światowej.

Przemysław J. Łaski

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*