Ułańska fantazja w zapomnianych akwarelach – prace Karola Rómmla w Bogusławicach

– Oficerowie mogli bawić się pijąc do późna. To nikogo nie obchodziło. Warunek był jeden. O szóstej rano musieli stawić się na służbę w pełnej dyspozycji… trzeźwi – mówi o przedwojennych kawalerzystach, przytaczając zasłyszane od weteranów relacje, dr hab. Marek Dutkiewicz, historyk z piotrkowskiej Filii kieleckiego Uniwersytetu Humanistyczo-Przyrodniczego. – Przyzwoitość nie pozwalała upijać się na umór, obowiązywały zasady – dodaje Dutkiewicz. W ogóle ułani stanowili odrębną grupę, która rządziła się swoimi prawami. Oficerski kodeks honorowy, w połączeniu z wykształceniem, towarzyskim obyciem, nienaganną kulturą, (szczególnie wobec pań) i frontowym, niewybrednym poczuciem humoru (w towarzystwie mężczyzn) decydowały o wyjątkowości żołnierzy tej formacji…

Kawalerzystą był Karol Rómmel, młodszy brat Juliusza – dowódcy w Kampanii Wrześniowej 1939 r. Armii „Łódź”, a następnie Armii „Warszawa”. Urodził się 22 maja 1888 r. w Grodnie. Wcześniej służył w armii rosyjskiej w stopniu pułkownika. Był absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu. W czasie służby w Wojsku Polskim, podczas wojny polsko-bolszewickiej dowodził w stopniu majora 8 Pułkiem Ułanów. Został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari oraz Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Trzykrotnie brał udział w Olimpiadach startując w konkurencjach jeździeckich (Sztokholm 1912, Paryż 1924, Amsterdam 1928) zajmując wysokie pozycje. W swoim ostatnim olimpijskim występie zdobył brązowy medal w konkursie drużynowym WKKW. Był trenerem polskich jeźdźców przygotowujących się na Olimpiady w okresie międzywojennym oraz najwybitniejszym reprezentantem polskiej odmiany naturalnej włoskiej szkoły jazdy. Wywarł ogromny wpływ na całe polskie jeździectwo okresu międzywojennego. Swoimi doświadczeniami podzielił się w książce pt. Zaprawa i jazda wyścigowa (Warszawa 1938), którą sam zilustrował.

Po 1945 r. przyjeżdżał do Bogusławic. Dobrze znał się z Andrzejem Osadzińskim i podobnie jak dyrektor, był konsultantem ds. jeździectwa. W „Lotnej” Andrzeja Wajdy (1959) sam wystąpił w roli proboszcza. Później Rómmel podarował Stadu swoje akwarele. Dzisiaj z kolekcji, na którą składało się prawdopodobnie 7 prac przedstawiających humorystyczne scenki, zostało sześć. Tematem akwareli jest oczywiście koń i jeździec, gdzie sposób ujęcia relacji między człowiekiem a zwierzęciem zakrawa na autoironię. Mieszanina artyzmu, plastycznej wirtuozerii z dosadnym, frontowym humorem. Ot, ułańska fantazja… Wcześniej akwarele zdobiły przedpokój dyrektora na piętrze w pałacu. Później kolekcję przeniesiono do biura Stada. Tam też jest do dzisiaj. Nie zachowała się w komplecie. Jedną z prac (widoczną na załączonym zdjęciu) dyrektor Osadziński podarował Wacławowi Gajdzie, swojemu przyjacielowi i długoletniemu pracownikowi, a ten z kolei piszącemu te słowa…

– Chętnych na te obrazki było wielu. Przychodzili do biura, pytali się… – opowiadają Zdzisława Mirowska i Czesława Rytych, które przez lata pracowały w Stadzie. Kiedyś do Bogusławic przyjechał Wilhelm Karol Rómmel junior, syn Karola. Też był malarzem. Obie panie pamiętają, że chciał skopiować akwarele ojca i sześć zachowanych w Stadzie prac pożyczył do domu. Po jakimś czasie wróciły z powrotem na ścianę.

Karol Rómmel zmarł w 1967 r. w Elblągu. Od Lesława Kukawskiego, przyjaciela Romana Pankiewicza wybitnego znawcy koni arabskich i długoletniego współpracownika i zastępcy Andrzeja Osadzińskiego, dowiedzieliśmy się o żonie Karola Rómmla. – Po śmierci męża znalazła się w trudnej sytuacji finansowej, dlatego zorganizowana została licytacja prac Karola – wspomina Kukawski.

Akwarele z bogusławickiej kolekcji nigdy nie były wystawione na sprzedaż. Do dziś zdobią ścianę w dawnym biurze Stada, stanowiąc świadectwo dawnej świetności ośrodka.

Marek Gajda

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*