Tajemnica trupa spod Uszczyna

Jadąc leśną drogą z piotrkowskich Wierzej w kierunku Uszczyna, nie mamy świadomości, że 76 lat temu tak piękne miejsce było świadkiem tragicznego i zarazem zagadkowego wydarzenia, które wstrząsnęło mieszkańcami Piotrkowa i całej okolicy.

Dnia 7 września 1938 roku, w lesie gdzieś między ówczesną wioską Wierzeje a leśniczówką w Uszczynie, zbierający grzyby wieśniak, niejaki Czerwiński, dokonał makabrycznego odkrycia. Znalazł on zwłoki młodego mężczyzny z przestrzeloną skronią (na zdj.).

Sprawa z początku nie wydawała się tak tajemnicza. Przybyłe na miejsce służby policyjne nie znalazły przy denacie żadnych dokumentów, lecz w kieszeni jego marynarki znaleziono kartkę na której napisane było:

„JESTEM PASTERNAK IGNACY WŁADYSŁAW,

POSZUKIWANY PRZEZ POLICJĘ W ŁODZI, POPEŁNIAM SAMOBÓJSTWO.

Piotrków, dnia 6.9.1938”.

Wydawało się, iż to samobójstwo, nie będące niczym niezwykłym w tamtych czasach, kiedy gazety niemal codziennie donosiły o nieszczęśnikach którzy zdecydowali się tragicznie zakończyć swój los. Rysopis trupa rzeczywiście zgadzał się z wyglądem poszukiwanego przez łódzką policję 28-letniego Pasternaka, który 7 maja zdefraudował kwotę 1.050 zł w łódzkiej fabryce wyrobów włókienniczych „Paweł Piekarski” (gdzie pracował jako praktykant). Sprawa Pasternaka nie została umorzona mimo, że rodzina tuż po jego ucieczce oddała za defraudanta skradzioną sumę, a pracodawca i dawny poszkodowany skargę wycofał. Pasternak, który nie kontaktował się z rodziną, o tej spłacie nic nie wiedział.

Po znalezieniu zwłok, w celu potwierdzenia swoich przypuszczeń, urząd śledczy w Łodzi wszczął dochodzenie, którego celem było ustalenie czy Pasternak padł ofiarą zabójstwa czy też, jak napisane było na kartce, popełnił samobójstwo. Znalezioną kartkę poddano ekspertyzie kaligraficznej, która wykazała, iż rzeczywiście notatka pisana była ręką Pasternaka. Śledztwo zaczęło ujawniać jednak szereg wątpliwości. W pobliżu denata nie znaleziono broni i tylko jedną łuskę, podczas gdy na ciele denata widniały dwie rany postrzałowe. Dodatkowo Pasternak nie był mańkutem, a miał przestrzeloną lewą skroń. Mimo tych niejasności, śledczy hipotezę zbrodni wstępnie odrzucili, pozostając na stanowisku, iż nieszczęśliwy Pasternak popełnił samobójstwo, tym bardziej, że wysłał do rodziny kilka listów z zapowiedzą pozbawienia życia. Brak rewolweru śledczy tłumaczyli tym, iż ktoś z przechodzących przez las mógł go ukraść.

Z czasem wątpliwości było jednak coraz więcej. Ustalono bowiem, iż obie rany były śmiertelne. Nie trzeba było lekarza, by stwierdzić, że człowiek, który zadał sobie pierwszą, nie mógł zadać sobie i drugiej. Śledczy doszli więc do wniosku, iż Pasternak mógł być przez kogoś zabity, a morderca mógł wlec umierającego, dobijając go później mimo, iż pierwsza kula była i tak wystarczająca. Ta teza narzucała się sama przez się, obalając  jednocześnie tezę, którą głosiła kartka, że Pasternak dokonał samobójstwa. Z drugiej jednak strony ofiara zbrodni nie mogła czynić z siebie samobójcy. To zaczęło rodzić kolejną, dość sensacyjną hipotezę: czy rzeczywiście chodzi o Pasternaka? Choć rodzina rozpoznała swojego krewnego, to raczej uczyniła to po ubraniach, niż po już zniekształconej twarzy. Ustalono również, iż uzębienie denata było nieco inne, niż autentycznego Pasternaka. W umysłach śledczych zaczęła powoli rodzić się teza wprost sensacyjna.

Resztę wątpliwości rozwiała fotografia, przesłana „na pożegnanie” przez Pasternaka jego ostatniej łódzkiej przyjaciółce Czesławie Michalskiej, która to sama zgłosiła się do śledczych. Na fotografii Pasternak postawił datę 3 września. Jednak uwagę śledczych zwróciło to, iż stempel pocztowy na kopercie miał datę znacznie późniejszą. Ustalono, iż list nadany był z Łodzi, a fotografia zrobiona była tam przez ulicznego „leicarza” prawdopodobnie 10 lub 11 września! Dodatkowo, w toku przesłuchania znajomej Pasternaka, okazało się, iż niejaki Szcześniewski, jej 17-letni znajomy, z którym zdążyła już zamieszkać, widział w Łodzi Pasternaka już po rzekomym samobójstwie. To był moment przełomowy. Jedno było już pewne: zwłoki w lesie pod Uszczynem nie należały do Pasternaka! A więc do kogo?

Władze policyjne rozpoczęły więc poszukiwania Pasternaka, który nagle z ofiary stał się głównym podejrzanym o zbrodnię, na póki co nieznajomym młodzieńcu. Policjanci z wydziału śledczego mając aktualną fotografię Pasternaka i podejrzewając, iż znajduje się on w Łodzi, szybko rozpoznali go i zatrzymali. Było to 15 września na ulicy Dowborczyków. Przy zatrzymanym znaleziono dokumenty na nazwisko 26-letniego Zygmunta Jaskólskiego, mieszkańca wsi Maleniec w powiecie opoczyńskim. Teraz było niemal pewne, iż to właśnie jego zwłoki znaleziono w lesie.

Zakutego w kajdany Pasternaka doprowadzono do urzędu śledczego w Łodzi, a z Piotrkowa wezwano prokuratora Sądu Okręgowego. Pasternak szybko przyznał się do morderstwa potwierdzając, iż zabitym jest Jaskólski. Zbrodniarza przewieziono pod silną eskortą do więzienia w Piotrkowie, gdzie złożył makabryczną spowiedź.

W zeznaniach Pasternak opowiedział, iż po kradzieży uciekł w kieleckie. Tam poznał niejakiego Mączyńskiego, któremu skradł ubranie, dokumenty i pistolet. Innemu napotkanemu człowiekowi skradł z kolei rower. Pod nazwiskiem Mączyńskiego, włócząc się po okolicy wypatrzył wreszcie swą przyszłą ofiarę. Jaskólski był człowiekiem bardzo podobnym z wyglądu do Pasternaka, co dostrzegł również sam przyszły morderca. To pewnie spowodowało, iż w głowie Pasternaka zrodził się chytry plan. Pasternak, z wykształcenia leśnik, zdobył szybko zaufanie młodego Jaskólskiego i jego ojca, dróżnika w Maleńcu. Udając doświadczonego leśnika obiecał młodzieńcowi załatwić posadę gajowego, radząc jednak, by najpierw skończył szkołę dla leśników w Cieszynie (której absolwentem był sam Pasternak). Polecił młodemu człowiekowi, by przygotował dokumenty, a jego rodzicom polecił by przyszykowali odpowiednią sumę pieniędzy. Wyznaczył też termin przyszłego spotkania w Piotrkowie, gdzie w leśniczówce w tamtejszych lasach miała odbyć się zbiórka wszystkich kandydatów na gajowych, których miano skierować do Cieszyna.

Pasternak z młodym Jaskólskim spotkali się zgodnie z umową 6 września na dworcu w Piotrkowie. Tam wynajęli dorożkę i wyruszyli w kierunku Uszczyna. W odległości 3 kilometrów od tej wioski Pasternak zapłacił za kurs i oświadczył swej ofierze, że dalej pójdą pieszo. Aby skrócić drogę weszli do lasu. Gdy byli już daleko od drogi Pasternak pokazał swą prawdziwą twarz mordercy. Pod groźbą rewolweru kazał Jaskólskiemu rozebrać się. Sam również zdjął garnitur i ciągle terroryzując młodego człowieka, nakazał mu zamianę ubrań. Następnie dwoma strzałami  zabił młodzieńca, rabując mu dokumenty i pieniądze, a do kieszeni własnej marynarki, w którą odziany był trup, włożył kartkę obwieszczającą o swojej śmierci. Z dokumentami na nazwisko Jaskólskiego ruszył następnie do Piotrkowa z przekonaniem, iż zbrodnia ta otworzy mu wrota do nowego, szczęśliwego życia. Jak się później okazało, nie była ona zbrodnią doskonałą.

W Piotrkowie na Pasternaka czekała już nowo poznana przyjaciółka. Nie ujawniając swojej tajemnicy pojechał z nią do Cieszyna, a tam imitując charakter pisma swej ofiary, napisał list do Jaskólskich z informacją, iż jest w Cieszynie i że prosi o kolejne pieniądze. Z Cieszyna pojechał Pasternak do rodziców swej ofiary, do Maleńca. Opuszczając Maleniec obiecał pojechać do Cieszyna by się zobaczyć ze swym protegowanym i przekazać mu pieniądze. W rzeczywistości jednak pojechał do Krakowa, gdzie ze swą znajomą bawił się w nocnych lokalach. Dopiero później powrócił do Łodzi.

Proces Władysława Ignacego Pasternaka znalazł się na wokandzie piotrkowskiego Sądu Okręgowego 22 listopada 1938 roku. Proces „mordercy swego sobowtóra” budził olbrzymie zainteresowanie w całej okolicy. Na rozprawę powołano 23 świadków i dwóch lekarzy psychiatrów. Oskarżycielem publicznym był prokurator Namysłowski, a obrońcą adwokat Missala z Łodzi. W czasie rozprawy Pasternak nie mówił już dużo. Tłumaczył, że niewiele pamięta, bowiem cierpi na zanik pamięci. Nie potrafił uzasadnić dlaczego zabił Jaskólskiego. Orzeczenia psychiatrów, prof. Łuniewskiego z Warszawy i dr Olattera z Piotrkowa stwierdzały, iż Pasternak jest typem psychopatycznym, ale w pełni odpowiedzialnym za swe czyny.

Proces zakończył się 24 listopada. Prokurator nie znalazł ani jednej okoliczności łagodzącej lub usprawiedliwiającej czyny Pasternaka i zażądał kary śmierci. Obrońca oskarżonego podkreślając trudne dzieciństwo mordercy (wychowanego bez rodziców) oraz orzeczenie psychiatrów mówiące, iż Pasternak jest psychopatą, poprosił o karę więzienia. Sam oskarżony w ostatnim słowie miał prosić jednak o karę śmierci.

Wyrokiem piotrkowskiego sądu Władysław Ignacy Pasternak skazany został na utratę praw publicznych na zawsze i karę śmierci przez powieszenie. Skazany przyjął wyrok spokojnie, wstał z ławy i podziękował adwokatowi za obronę. Jednak obrońca Pasternaka zapowiedział apelację, wnosząc o ponowne poddanie go badaniu psychiatrycznemu i wezwanie dodatkowych świadków. W kwietniu 1939 r. warszawski sąd apelacyjny odrzucił te wnioski i zatwierdził wyrok pierwszej instancji.

Przemysław J. Łaski

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*