Szubienica w Piotrkowie

… zapalili papierosy i rozmawiali, a potem… szybko odbyła się egzekucja… Tak oto karali Austriacy podczas I wojny światowej, gdy w Piotrkowie w miejscach publicznych stanęły szubienice. Wystarczyła zwykła kradzież. 

W nocy z 31 maja na 1 czerwca 1915 roku na dom Wawrzyńca Gładysza w Moszczenicy – wsi położonej w obwodzie piotrkowskim w gminie Wolbórz – napadło pięciu bandytów. Skrępowawszy domowników sznurami, pod groźbą użycia rewolwerów i noży, wymusili na ofiarach wydanie gotówki wynoszącej około 300 rubli i 140 koron.

Już następnego dnia władze aresztowały Jana Traczyka i Wilhelma Wolskiego jako sprawców rabunku, a po kilkumiesięcznym śledztwie trzech braci: Pawła, Wincentego i Szczepana Domańskich, którzy także brali udział w napadzie.

Po ponad ośmiu miesiącach od napadu w Moszczenicy – 18 lutego 1916 roku w gmachu C.K. Komendy Obwodowej w Piotrkowie przed doraźnym Trybunałem Wojskowym toczyła się sprawa przeciwko pięciu bandytom.

Sędziowie sądu wojskowego okazali się bardzo surowi. Po przesłuchaniu oskarżonych zapadł wyrok skazujący Jana Traczyka, Wilhelma Wolskiego oraz Pawła i Wincentego Domańskich na karę śmierci przez publiczne powieszenie. Nieletni 15-letni Szczepan Domański  skazany został na 15 lat ciężkiego więzienia. Gdyby bandyci sądzeni byli nieco wcześniej, jeszcze w czasach rosyjskiego zaboru, z pewnością zostali by skazani na karę co najwyżej kilkunastu lat ciężkiej pracy. Nie mieli takiego „szczęścia”.

Ustalono nawet kolejność. Pierwszy miał zawisnąć Wincenty Domański. Po nim zaś Wolski, Paweł Domański i Traczyk. Wszyscy skazani pochodzili z Łodzi i jej najbliższych okolic. „Publiczne potępienie” ominąć miało Wolskiego, urodzonego w Dąbrowie (gm. Chojny) tkacza, który wkrótce po ogłoszeniu wyroku… poderżnął sobie gardło w celi więziennej – zmarł 20 maja w więziennym szpitalu.

Publikacja wyroku lotem błyskawicy obiegła Piotrków. Jeszcze godzinę przed terminem stracenia zaroiły się ciekawskimi Aleje Szkolne (dawna nazwa Alei 3 Maja), przez które tłumy podążały w kierunku Placu Jarmarcznego (obecnie Plac Niepodległości), gdzie z pośpiechem wznoszono szubienicę. Środkiem ulicy sunęły dorożki, wioząc panie – spragnione widoku zawisłych na szubienicy bandytów i dreszczyku emocji.

Przykrego doznawało się uczucia – donosili korespondenci gazet – jak w miarę zbliżania się chwili wykonania wyroku natłok publiczności na placu jarmarcznym stawał się coraz większy. Ogólne zdenerwowanie dosięgło punktu kulminacyjnego kiedy kat, w cywilnym ubraniu i białych rękawiczkach, wraz z dwoma pomocnikami rozpoczął czynności przy szubienicy. Zachowanie się trzech skazańców pod szubienicą było niezwykle spokojne. Niczym bynajmniej nie zdradzili zdenerwowania. Wszyscy trzej: Traczyk i bracia Domańscy zapalili papierosy i rozmawiali, a potem… szybko odbyła się egzekucja.

PJL

foto: pixabay.com

Udostępnij ten artykuł swoim znajomym:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *