Stary kościół parafialny w Radomsku: blask i upadek

Niewielu mieszkańców Radomska zapewne wie, że stojący w centrum miasta kościół parafialny pod wezwaniem św. Lamberta (wybudowany w latach 1869 – 1876), miał swojego poprzednika. Niewielu tym bardziej zna losy starego kościoła parafialnego. Warto więc przytoczyć historię tej nieistniejącej od blisko stu pięćdziesięciu lat świątyni, historię, którą wypełniał blask, ale i zarazem dymy pożogi.

Kościół w Radomsku ufundowany został prawdopodobnie już w XI lub XII. Sama zaś parafia miała tam powstać w 1266 roku. Na wzniesienie kościoła wybrano sam środek miasta, na skraju rynku, na pewnej wyniosłości – naturalnej lub pracą ludzką usypaną. Patronem kościoła obrano Św. Lamberta. Dziś trudno wskazać jaki mógł być tego powód. Nie wiadomo też czy kościół od razu wzniesiony był z cegły, czy też początkowo był postawiony z drzewa. Zdaniem XIX-wiecznego historyka Romualda Hube, bardziej prawdopodobne, że najpierw stanęła świątynia drewniana, a to z powodu braku w okolicy stosownego materiału do wyprowadzenia murów. Pierwsza źródło pisane o istnieniu kościoła parafialnego w Radomsku pochodzi z 1398 roku: w księgach ziemskich piotrkowskich powołany jest Mikołaj, pleban z Radomska, a zatem przełożony kościoła parafialnego. Pierwsze źródło mówiące, że kościół był murowany, znajdujemy zaś w księdze beneficjów archidiecezji gnieźnieńskiej z 1521 roku. Zdaniem Hube, niemal pewnym jest jednak, że ulokowanie świątyni w murach miało miejsce w XIV wieku.

Czasy od XIV do XVI wieku, należały do najpomyślniejszych dla kościoła radomszczańskiego. Większa część jego ozdobnych upiększeń, snycerską robotą dokonanych, odnosi się właśnie do tej epoki. Później było już znacznie gorzej. Na kościół parafialny już z początkiem XVII wieku zaczęły spadać klęski, które dwa wieki później w zamieniły go w zupełną ruinę. W dniu 27 września 1624 roku wracający do kraju ze Śląska Lisowczycy przez swoją swawolę podłożyli ogień pod stodoły miejskie, skąd poprzez silny wiatr, pożar ogarnął całe miasto i kościół. Ogień zniszczył wówczas świątynię z większą częścią murów, z organami i dzwonami. Skutkiem pożaru, w niedzielę przed świętą Katarzyną, 24 listopada 1624 roku, zawaliła się część szczytu i zniszczyła kaplicę.

Nie wiadomo kto zniszczony ogniem kościół restaurował, ani też kto i kiedy go konsekrował. Wiadomo jedynie z wizytacji kościoła w 1712 roku, iż jego mury były dobre, podłoga w chórze mniejszym (presbiterium) była kamienna, a w chórze większym (nawie) z cegły palonej. Drzwi w kościele, częściowo żelazne, a częścią drewniane, znajdowały się w dobrym stanie. Murowana wieżyczka, stojąca na środku dachu, dobrze była krytą, a dach kościelny był z dachówki. Naprawy wymagały okna i dzwonnica drewniana, na której zawieszone były trzy dzwony, która od wilgoci mocno cierpiała. Z następnej wizytacji w 1729 roku dowiadujemy się, że dach kościoła został naprawiony, natomiast podłoga i okna wymagały reparacji. Jak opisywał Hube, kościół przedstawiał się chędogim i dość ozdobnym. Dzwonnica była w dobrym stanie.

Jednak kolejna klęska spadła na kościół już niebawem. W dniu 25 sierpnia 1742 roku około godziny trzeciej po południu nawiedzony został on kolejnym strasznym pożarem. Pożar ten, miał pociągnąć za sobą jeszcze większe spustoszenia jak poprzedni. Wizytacja kościoła pięć lat po tej tragedii (w 1747 roku) świadczyła, że ogień zniszczył niemal zupełnie wszystkie wewnętrzne i zewnętrzne ozdoby, chór większy i mniejszy, dziesięć ołtarzy, wielką figurę Chrystusa, dach kościoła, dzwonnicę z trzema dzwonami, sygnaturkę i zegar, który podobno przed samą pogorzelą dokładnie został odnowiony.

Kościół wstał powoli od tej klęski, jak zaświadcza wizytacja kościoła z 1779 roku. Ówczesny opis przekonywał jednak, że nie chodziło już wtedy o nadanie kościołowi trwałości i ozdoby, ale tylko o podtrzymanie go w stanie możliwej używalności. Cały ciężar reparacji spadał wyłącznie w owych czasach na proboszcza, tym większa zasługa ówczesnych proboszczów: księdza Mlickiego i biskupa Kozierowskiego, że własnym staraniem usiłowali przynajmniej ochronić kościół od zupełnego upadku. Reparacje, które w nim poczyniono, nie miały na celu wzmocnienia murów bardzo już podwójnym pożarem osłabionych. Sklepienie i kamienna posadzka, zastąpione zostały jedynie drzewem.

Obraz wyłaniający się z następnych wizytacji kościoła nie pozostawia złudzeń, że chylił się on coraz bardziej ku zupełnej ruinie. Dokonywano tylko drobnych remontów, natomiast na fundamentalne reparacje brakowało zapewne funduszy. W 1812 roku dach kościoła jak i na kaplicach był zupełnie zły, tak że woda na sufit kościelny zaciekała. Posadzka kościelna była w złym stanie, tak samo jak okna kościelne i dzwonnica drewniana w swoich wiązaniach osłabiona. Przy zdaniu kościoła w 1845 roku księdzu Rzewuskiemu, w protokole, zaznaczono, że nad całym kościołem i kaplicami wiązanie jest miejscami przegniłe, że dachówka na kościele powinna być całkowicie wymieniona. Sufit i posadzka w prezbiterium były zdezelowane. Taki sam stan kościoła zaświadczał dokument z 22 listopada 1854 r., w którym stanowczo zaznaczono, że sufit w nawie kościoła, przez mocne zaciekanie, tak jest uszkodzony, że grozi niebezpieczeństwem zawalenia.

Wszystko powyższe przekonywało, że stary kościół stanie się wkrótce zupełnie niezdolnym do odprawiania w nim mszy, choć nie przewidywano jeszcze, że wypadnie rozebrać całą świątynię. Dopiero proboszcz Gajewski przeświadczywszy się, iż kościół w stanie, w jakim go zastał, ocalonym być nie może, pomyślał w latach 50-tych XIX wieku nad budową nowej świątyni w Radomsku, która stoi do dziś…

PJL

na podstawie: Romuald Hube, Kościół parafialny stary i nowy w Radomsku, Warszawa 1876

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*