Jak Grzesiuk ukradł chleb nauczycielowi z Tomaszowa… w Mauthausen

Fragment książki „Pięć lat kacetu”

(…) Często dawaliśmy ranną lub obiadową zupę Józefowi Brzezińskiemu. Był to starszy od nas nauczyciel z Tomaszowa Mazowieckiego. Opowiadał nam często o swojej pracy, o tym, że wraz z żoną pracowali społecznie w jakieś organizacji zwanej „Kropla Mleka”. Opowiadał o swym dziecku – nie pamiętam tylko, czy było ono jeszcze bardzo małe, gdy go aresztowano, czy też urodziło się dopiero po jego aresztowaniu. Był to bardzo dobry człowiek. Pracował w kamieniołomach.

Ten Brzeziński w połowie stycznia straszliwie odmroził sobie nogi i został przyjęty na rewir. W tym czasie, dwudziestego czwartego stycznia 1941 roku, wszystkich Polaków i Hiszpanów przesłano do Gusen. Z Polaków pozostało tylko trochę fachowców i niezdolni do transportu, to znaczy chorzy przebywający w rewirze. Ci z rewiru, którzy mogli chodzić, zostali do transportu włączeni. Od nich, gdy już staliśmy ustawieni do wyjścia, dowiedziałem się, że przed chwilą zabity został Brzeziński – za to, że zanieczyścił łóżko, bo sam nie mógł już wcale chodzić i nikt mu nie pomógł wyjść do ustępu. Wszyscy byli zajęci, jedni wypędzaniem ludzi do transportu, inni kołowaniem, żeby ich nie wygnano – a ten nie mógł się doczekać niczyjej pomocy, narobił w łóżko i za to zapłacił życiem.

Więc ten Brzeziński pytał nas często, dlaczego dajemy mu jedzenie. Przecież on nam nic takiego nigdy nie zrobił, żebyśmy mogli być mu wdzięczni.

– Bierz, bierz, jak ci dają, i nie pytaj się. Czy dawać trzeba tylko za coś? Nie zastanawiaj się, za co, tylko jedz, jak ci dają – mówiliśmy mu.

My wiedzieliśmy, za co dajemy mu jedzenie.  

Jeszcze przed chorobą Stefana zauważyliśmy, że Brzeziński za papierosy kupił kilka porcji chleba, które trzyma w szafce. Wiedzieliśmy, że za kradzież chleba czeka na nas śmierć, jednak postanowiliśmy sprzątnąć mu trochę chleba. Umówiliśmy się, że ja go wezmę, bo moja szafka była blisko szafki Brzezińskiego. Stefan miał szafkę po przeciwnej stronie, więc łatwo mógł podpaść, gdyby go kto zobaczył przy tej szafce. Jak postanowiono, tak zrobiono. W czasie gdy w jadalni było dość dużo osób, otworzyłem szafkę jak swoją i wyjąłem i wyjąłem z niej woreczek z materiału, w którym trzymał on swoje zapasy. Była tam jedna porcja chleba i nie więcej jak trzy dekagramy smalcu, który widocznie kupił on za papierosy od kogoś, kto otrzymał paczkę. Odeszliśmy daleko od swojego bloku, zjedliśmy chleb i smalec, a worek i papier po smalcu zagrzebaliśmy w kupie piasku. Żalił się później Brzeziński, że ktoś ukradł mu chleb i ździebełko smalcu. Szumu żadnego nie robił, bo wiedział, że to mu nic nie pomoże – a poza tym to był z natury cichy człowiek. Chleb ukradziony Brzezińskiemu był jedynym jedzeniem, które ukradłem innemu więźniowi w obozie.

(…) Mimo że wiele razy byliśmy świadkami wykańczania złodziei jedzenia, Brzezińskiemu chleb ukradliśmy. Mieliśmy jednak to moralne zadowolenie, że stratę wyrównaliśmy mu z wysoką nadwyżką.  

Stanisław Grzesiuk – pieśniarz, zwany bardem Czerniakowa – spędził podczas II wojny światowej pięć lat w obozach koncentracyjnych. Swoje wspomnienia zawarł w autobiografii „Pięć lat kacetu”. W przytoczonym fragmencie opowiada jak ze swym przyjacielem z obozu – Stefanem Krukowskim, kradną chleb Józefowi Brzezińskiemu – nauczycielowi z Tomaszowa Mazowieckiego. Co ważniejsze, odsłania przy okazji kulisty ostatnich dni życia Brzezińskiego w obozie – bardzo tragicznych z dzisiejszej perspektywy. Grzesiuk robi to w swoim, oryginalnym stylu.

Józef Brzeziński urodził się 18 marca 1904 roku w Wielkiej Łące pod Toruniem. Zabity został w obozie koncentracyjnym w Mauthausen 24 stycznia 1941 roku, mając niecałe 37 lat. Numer obozowy 1410…

Na zdj. kamieniołom w Mauthausen

red.

Udostępnij ten artykuł swoim znajomym:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *