Spędzanie płodu, czyli o przedwojennym podziemiu aborcyjnym

W latach międzywojennych, podobnie jak w Polsce XXI wieku, aborcja była nielegalna. Stosowana była jednak powszechnie. Spędzanie płodu – jak wówczas ją nazywano – przeprowadzane były zazwyczaj przez kobiety – akuszerki czy tzw. baby. Były dużo tańsze od lekarzy potajemnie usuwających ciążę. Używały do tego celu rozmaitych sposobów, najczęściej chemicznych, choć stosowały również metody mechaniczne. Nie pozostawało to bez wpływu na zdrowie kobiet, często stając się powodem wizyty w szpitalu a nierzadko śmierci.

Poczuła się źle

30-letnia Józefa Lisicka mieszkała wraz z mężem Antonim w Regnowie pod Rawą Mazowiecką. W piątek 23 lutego 1934 r. powiedziała mu, że czuje się źle – była w trzecim miesiącu ciąży. Stwierdziła, że musi jechać do miasta, do lekarza. Wzięła 50 zł i razem ze swoimi rodzicami, u których mieszkali, pojechała do Rawy. Tam na ulicy Razumowskiego przyjmowała Praskowia Gruszczyńska. Zbadała Lisicką, a za badanie wzięła ponoć 3 zł. Według późniejszych zeznań Gruszczyńskiej, Lisicka poprosiła ją o spędzenie płodu, na co ona stanowczo miała odmówić. Zdaniem Lisickiej, lekarka zgodziła się na zabieg, kwestią pozostawała tylko cena zabiegu. Według niej, Gruszczyńska za sztuczne wywołanie poronienia zażądała 70 zł. Lisicka tyle nie miała. Lekarka odmówiła więc dokonania zabiegu, ale jednocześnie poleciła Lisickiej, by udała się do akuszerki Julii Dutkowskiej. – Dutkowska spędzi płód tanio i dobrze – miała zapewniać Lisicką.

Akuszerka Dutkowska

Lisicka posłuchała rady Gruszczyńskiej. Akuszerka mieszkała przy Rawskim Rynku pod numerem 27. Podjęła się zabiegu za jedyne 25 zł. Jeszcze tego samego dnia włożyła Lisickiej do narządów rodnych gazę z jodoformem i dała sześć proszków chininy polecając, by brała je przez kolejne dwa dni po 3 dziennie. Jednocześnie kazała wyjąć gazę 25 lutego, po czym miało nastąpić poronienie. Gdyby poronienie jednak nie nastąpiło, kazała ponownie do niej przyjść dwa dni po wyjęciu gazy. Po powrocie do domu Lisicka nie przyznała się ponoć przed mężem do prawdziwego celu wizyty w mieście. Przyznała tylko, że była u akuszerki Dutkowskiej. Poronienie nie nastąpiło jednak 25 lutego wobec czego 27 lutego, cztery dni po pierwszej wizycie, Lisicka udała się ponownie do Rawy Mazowieckiej, do Dutkowskiej. Akuszerka powtórzyła całą procedurę i ponownie dała Lisickiej chininę. Tym razem jednak 12 proszków – trzy na każdy dzień. Kazała wyjąć gazę dopiero 1 marca.

Pies albo kot

Rankiem 1 marca 1934 r. Lisicka zgodnie ze wskazaniem akuszerki wyjęła gazę z narządów rodnych. Niebawem też poroniła. Płód był płci męskiej. – Co się z tym płodem stało, nie wiem. Najprawdopodobniej pożarł pies albo kot – mówił później podczas zeznania jej mąż Antoni. Pojawił się krwotok, który nie ustawał. Lisicka czuła się bardzo źle. Jej mąż w nocy z 1 na 2 marca wezwał miejscową akuszerkę Zofię Ratajewską. Stwierdziła ona u chorej powikłania na tle poronienia i poleciła odwieźć kobietę czym prędzej do szpitala. Tego samego dnia Lisicka trafiła do Szpitala Św. Ducha w Rawie Mazowieckiej. Tam dr Tadeusz Strawiński dokonał zabiegu polegającego na usunięciu skrzepów krwi i łożyska. Lisicka początkowo bała się przyznać prawdę, że poronienie zostało wywołane zostało sztucznie, lecz już po piętnastu minutach – jak twierdził lekarz – przyznała, że dokonane zostało z pomocą akuszerki. Władze szpitala powiadomiły wtedy posterunek policji w Rawie Mazowieckiej. Policja wszczęła śledztwo. Po przeprowadzeniu szeregu rozmów z lekarzami, 8 marca policjanci byli pewni, że doszło do złamania prawa. O sztucznie wywołanym poronieniu powiadomili więc prokuraturę w Piotrkowie.

Sekcja na podwórzu

Lisicka i Dutkowska miały czego się obawiać. Wprowadzony w 1932 r. Kodeks Karny, podobnie jak wcześniej obowiązujący, zakazywał aborcji, czyli spędzania płodu, jak wówczas nazywano. Traktowało o tym kilka artykułów k.k. – art. 230 § 2 brzmiał: „Jeżeli śmierć wynikła z umyślnego uszkodzenia ciała, rozstroju zdrowia, spędzenia płodu lub porzucenia określonego w art. 200, sprawca podlegał karze więzienia do lat 10”, art. 231 mówił: „Kobieta, która płód swój spędza lub pozwala na spędzenie go przez inną osobę, podlega karze aresztu do lat 3”, natomiast art. 232: „Kto za zgodą kobiety ciężarnej płód jej spędza lub jej przy tem udziela pomocy, podlega karze więzienia do lat 3”. Istniał wprawdzie wyjątek, o którym mówił art. 233: „Nie ma przestępstwa z art. 231 i 232, jeżeli zabieg był dokonany przez lekarza i przytem był konieczny ze względu na zdrowie kobiety ciężarnej, albo ciąża była wynikiem przestępstwa”.

Wyjątek ten nie dotyczył jednak przypadku Liscickiej. Kobieta spędziła w szpitalu blisko cztery tygodnie. Oględziny sądowo-lekarskie dokonane na niej 7 kwietnia wykazały, że poronienie wywołało u niej zakażenie ogólne całego organizmu, a źródłem zakażenia były właśnie części rodne. To było przyczyną jej śmierci w dniu 20 kwietnia. Oględziny i sekcja zwłok dokonana przez lekarza powiatowego Jana Talikowskiego w Regnowie 21 kwietnia na… podwórzu domu w którym mieszkała, potwierdziły to. „Zwłoki znajdują się w trumnie w domu męża. Włosy na głowie koloru blond (dwa warkocze)” – pisał w protokole oględzin lekarz, dokonując później jakże makabrycznie wyglądającej ze względu na scenerię sekcji zwłok.

Przed obliczem sądu

Lisickiej nie spotkała więc kara za spędzenie płodu. Sąd upomniał się natomiast o winną śmierci kobiety akuszerkę. Jesienią 1934 r. Julia Dutkowska i Praskowia Gruszczyńska stanęły przed obliczem piotrkowskiego sądu. Pierwsza stanęła pod art. 230 § 2 k.k., a druga o pomocnictwo z art. 232. Obie nie przyznawały się do winy. Gruszczyńska zaprzeczała jakoby udzieliła Lisickiej jakiejkolwiek rady co do spędzenia płodu. Dutkowska stwierdziła, że tylko wykonała zabieg zmierzający do zatamowania krwi, a o przerywaniu ciąży mowy nie było.

W dniu 7 listopada Sąd Okręgowy w Piotrkowie orzekł o winie Dutkowskiej skazując ją na 2 lata więzienia i 500 zł grzywny. Surowa kara wynikała z tego, że Dutkowska w przeszłości karana już była za to samo przestępstwo karą rocznego więzienia. W maju 1935 r. warszawski Sąd Apelacyjny zatwierdził wyrok, a w październiku 1935 r. Sąd Najwyższy oddalił kasację wniesioną przez skazaną. Dr Gruszczyńska została natomiast przed sąd uniewinniona.

Niemal całkowity zakaz aborcji nie powodował, że takowych nie wykonywano, powodował natomiast wielkie ryzyko dla kobiet. Mimo sankcji prawnych i kościelnych, w II Rzeczypospolitej liczba sztucznie wywołanych poronień była wielka. W latach 30-tych wynosiła blisko 500 tys. rocznie – jak podawał zmarły w 1962 r. Adam Ferdynand Czyżewicz, ginekolog-położnik i wykładowca uniwersytecki. Nie wszystkie zabiegi kończyły się śmiercią pacjentki, ale każdy zabieg wykonywany w ukryciu, przez niewykwalifikowane akuszerki czy „baby”, nosił ze sobą takie ryzyko. Były one jednak tanie w porównywaniu do lekarzy i to było decydujące.

Przemysław J. Łaski

Na zdj. studium embrionów autorstwa Leonarda da Vinci (ok. 1510-1513 r.). Źródło: Wikimedia Commons

Udostępnij ten artykuł swoim znajomym:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *