Skąd się wziął lany poniedziałek

Od wielu wieków w drugi dzień świąt wielkanocnych praktykowany jest obyczaj wzajemnego oblewania się wodą. Nazywano go rożnie – „śmigus-dyngus”, „oblewajka”. Zawsze jednak świąteczny poniedziałek kojarzył się młodzieży z dniem zabawy i szaleństwa.

Obyczaj śmigusa-dyngusa wywodzi się z pra-aryjskiego źródła. Angielski podróżnik Symes, który podróżował po Azji w wieku XVII, spotkał się z tym obyczajem w Bengalu i na dworze króla Birmańczyków. W krajach tych rok rozpoczynał się 10 kwietnia i wzajemne oblewanie się wodą tego dnia, oznaczało oczyszczenie się z grzechów starego roku.

W Polsce śmigus-dyngus praktykowany był zarówno wśród ludności wiejskiej, jak i w dworach szlacheckich i pałacach magnackich. Kawalerowie i panny oblewali się tego dnia wzajemnie wodą do suchej nitki, zakładając w tym dniu gorsze, zniszczone ubrania.

Wyraz „dungus” jest pochodzenia niemieckiego – dingen (wykupywać się). Pochodzenie jego jest związane z tym, że ludność niemiecka która zamieszkała w Polsce – tzw. koloniści, dbała o swoje szaty i wolała „wykupywac się” jakimś datkiem (w naturze) młodzieży, która ze szczególną ochotą zwyczaj ten praktykowała. Zygmunt Gloger dostrzegł również podobieństwo do niemieckiego słowa dünguuss (kałamarz, chlust wody).

Słowo „śmigus” wywodzone jest z kolei od niemieckiego schmackostern lub polskiego „śmigać” („smagać”). Śmigus i Dyngus przez długi czas były odrębnymi zwyczajami. Z czasem tak się zlały ze sobą w jeden, że przestano rozróżniać który na czym polega.

Wracając do samych praktyk, to oblewanie się wodą było bardzo popularne w okresie PRL i do końca lat 90-tych XX w. Od wczesnych godzin rannych młodzież po prostu „szalała” nie znając umiaru w oblewaniu przechodniów z butelek, a nawet wiader. Takiego lania już dawno nie było w naszym mieście nie było. Również w centrum Łodzi na Placu Wolności, jeszcze w południe dyngusowi nie było końca – czytamy doniesienie w Dzienniku Łódzkim z 1971 roku.

„Era” telefonów komórkowych i częsta dość zimowa pogoda w okresie wielkanocnym bardzo zaszkodziły tej starej tradycji. Niestety, w porównaniu z dawnymi laty, dość łatwo też skończyć z oskarżeniem o tzw. wybryk chuligański, bo granica miedzy tradycją a złamaniem prawa zależy głównie od poczucia humoru osoby oblanej wodą. Oczywiście nie mówimy tutaj o ewidentnie chuligańskim wybryku jak np. rzucanie wody z dużej wysokości w woreczkach foliowych na przechodniów. Warto jednak tradycję tę kultywować, w ciepłe, świąteczne poniedziałki.

pjl

Udostępnij ten artykuł swoim znajomym:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *