Przywracanie pamięci: Prace na cmentarzu ewangelickim w Łaznowskiej Woli

W dniach 20 – 22 kwietnia 2017 roku na cmentarzu ewangelickim w Łaznowskiej Woli (gm. Rokiciny) pracowali wolontariusze, którym na sercu leży zachowanie pamięci o dawnych mieszkańcach tej miejscowości, którymi byli niemieccy osadnicy – ewangelicy.

Pierwsza grupa osadników przybyła na te tereny na początku XIX wieku. Dostali do zagospodarowania nieużytki i lasy. Dzięki ciężkiej pracy przeobrazili krajobraz, uczynili go zdatnym do zagospodarowania. Żyli tu przez blisko 150 lat. II wojna światowa i czas powojenny spowodowały, że opuścili te tereny, pozostawiając nie tylko swoje gospodarstwa, swoje domy, ale również groby swoich bliskich. Lata 50-te, 60-te, a nawet 70-te XX wieku nie były łaskawe dla tej części historii. Temat osadników niemieckich to w najlepszym przypadku temat przemilczany. Starzejący się gdzieś w Niemczech dawni mieszkańcy Łaznowskiej Woli rzadko odwiedzali groby przodków, a natura brała cmentarz w swoje władanie. Zresztą roślinność nie była jedynym wrogiem cmentarza. Żelaznych elementów nie zniszczyła rdza, a raczej zostały z grobów zabrane. Płyty nagrobne nie rozpadły się w proch – musiały zostać poza obręb cmentarza wyniesione… Nie jest jednak zamiarem autorki tego tekstu poszukiwanie winnych. Nic już to nie da.

W międzyczasie doszło również do zniszczenia ksiąg parafialnych, w których zapisane były narodziny, zgony, zaślubiny pierwszych mieszkańców. Ich ślady ulegały zatarciu, stopniowo znikali ze społecznej pamięci. Jeszcze żyją osoby, które pamiętają sąsiadów o niemieckich nazwiskach, ale i oni odchodzą, zabierając ze sobą te resztki wiedzy o przeszłości. Cmentarz w Łaznowskiej Woli okazał się być tajemniczą księgą, na kartach której odnaleźliśmy to, co – jak wydawało się jeszcze niedawno – odeszło w całkowite zapomnienie.

Prace wolontariuszy poprzedziła wycinka, przeprowadzona przez ZUK w Rokicinach na polecenie wójta Jerzego Rebzdy. Tylko dzięki temu można było prowadzić prace porządkowe. Wcześniej poruszanie się po cmentarzu było wręcz niemożliwe. Teren wykarczowany przez pilarzy stał się przejrzysty, dostęp do poszczególnych kwater możliwy. Przez trzy dni niewielka grupa osób odsłoniła ponad 25 nagrobków, niektóre z nich wręcz odkopując spod warstwy bluszczu i ziemi. Okazało się, że są wspaniale zachowane. Inskrypcje podają nie tylko datę zgonu, ale również datę urodzin oraz nazwisko rodowe. Genealodzy wiedzą, jak istotna jest ta ostatnia informacja. Pozwala odkryć pokrewieństwo kobiet, które inaczej byłoby nie do ustalenia. Dane, które cmentarz zgodził się nam wyjawić, pozwolą przywrócić pamięć o tych, którzy, jak nam się wcześniej wydawało, zniknęli bezpowrotnie.

Trzy dni w tak mało licznej grupie to zbyt mało, by oczyścić cały teren cmentarza. Wolontariusze, którzy przyjechali z różnych rejonów, nie tylko województwa łódzkiego, ale nawet kraju, wrócą z pewnością, by kontynuować prace. Wówczas każda dodatkowa para rąk będzie mile widziana. Lecz zanim to się stanie warto uszanować pracę już wykonaną i chronić odnalezione pamiątki przed zniszczeniem.

Hanna Szurczak

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*