Przedwigilijna tragedia w Bujnach pod Piotrkowem

Dzień przed wigilią Bożego Narodzenia 1932 roku, leżący pod Piotrkowem majątek Bujny (na zdj.) stał się widownią strasznej tragedii, która przysłoniła tamtego roku okolicznym mieszkańcom radosne święta. Dnia 23 grudnia, około godziny 11 przed południem zauważono na dworze ogień, który pojawił się od strony pól. Jak się okazało, paliła się leżąca przy szosie olbrzymia 300-metrowa sterta słomy.

Wezwana do pożaru straż ogniowa nie była w stanie ugasić pożaru. Strażacy stojąc bezradnie,  pilnowali tylko by ogień nie rozprzestrzenił się na pobliskie zabudowania i czekali aż strawi z grubsza całą stertę by przystąpić do rozrzucania zgliszczy.

Dokonano wtedy straszliwego odkrycia. Wśród spalonej słomy natrafiono na spalone ciała ludzkie, których ilość trudno było dokładnie policzyć, i których stan wykluczał nawet identyfikację. Szacowano je na 9 lub 10 osób. Później ustalono, iż wśród ofiar były trzy kobiety.

Majątek Bujny, położony wówczas w gminie Krzyżanów, w odległości około pięciu kilometrów od Piotrkowa należał w latach 30-tych XX w. do Niemca Olisa Wünsche i jego żony (podobno też krewnej) Adeline. Olis Wünsche znany był w okolicy ze swojej działalności społecznej i filantropijnej. Należał do Piotrkowskiego Ewangelicko-Augsburskiego Towarzystwa Dobroczynności (od 1910 roku był jego sekretarzem). Rok 1932 nie był szczęśliwy dla familii Wünsche posiadającej w dawnej Polsce wiele majątków ziemskich. W sierpniu w trakcie interwencji komorniczej na majątku we Wronikowie (gmina Rozprza) popełnił samobójstwo kuzyn Olisa, Felix Wünsche, który zadłużył się podczas kryzysu gospodarczego w latach 20-tych XX w. Jak się później okazało grudzień był kolejnym tragicznym miesiącem w historii tej rodziny.

Właśnie w grudniu 1932 roku Olis Wünsche, pragnąc przyjść z pomocą biednej ludności wiejskiej, zarządził by każdy kto zgłosi się rano i wieczorem do kuchni dworskiej otrzymywał pół litra mleka i pół bochenka chleba. Wiadomość o dobrodziejstwie dziedzica Bujen rozeszła się daleko poza wieś i co dzień z rana i wieczora tłumy biedaków ciągnęły ku barakom dworskim, gdzie wydawano im mleko i chleb. W Bujnach zaczęły przebywać więc na stałe dziesiątki, najczęściej młodych bezdomnych i bezrobotnych osób z różnych stron kraju, utrzymujących się przy życiu dzięki łasce dziedzica. Ludzie ci, by mieć codzienne porcje, zamieszkiwali najczęściej kątem w stodołach. Nie dla wszystkich jak się niestety okazało starczyło tam miejsca, bo kilkudziesięciu z nich musiało znaleźć sobie nocleg w olbrzymiej stercie słomy należącej do majątku. Osoby te z nadejściem wieczora zagrzebywały się do „nor” urządzonych w stogu słomy, by rankiem pójść do dworu po codzienną porcję. O stercie słomy pod dworem służącej za „mieszkanie”, nie wiedziano podobno w majątku i na wsi.

Kilka dni po tragedii ustalono, iż pożar powstał wewnątrz sterty, więc za przyczynę podejrzewano niedopałek papierosa, który jeden z lokatorów „słomianego domu” mógł zapomnieć ugasić idąc na spoczynek. Wilgotna słoma początkowo paliła się wolno i to raczej dym zabił śpiących, a później, gdy dostając tlenu buchnął ogień, ich ciała spaliły się. Nazwisk ofiar pożaru nie ustalono.

Niestety nie ma dziś śladu upamiętniającego tę przedwigilijną tragedię w Bujnach. Tragedię przypominająca o czasach, gdy wielu ludzi z konieczności, by zaspokoić swoje podstawowe potrzeby życiowe, musiało zimą spać w takich miejscach jak sterta słomy. Czy dziś jest podobnie? Warto o tym pomyśleć siedząc 24 grudnia przy wigilijnym stole.

PJL

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*