Potrójny pech pijanego Barana

Niezwykle oryginalne były sprawy rozstrzygane przez przedwojenną temidę. Nieraz dwa przypadkowe słowa decydowały o wplątaniu się machinę wymiaru sprawiedliwości. To nie był jedyny problem pewnego piotrkowianina.

Uciekła” mu żona

33-letni Andrzej Baran, mieszkaniec kamienicy na ul. Słowackiego w Piotrkowie, „tam gdzie Żydówka Mendlowa ma sklep”, w niedzielę 1 grudnia 1929 r. mocno popił sobie w jednej z piotrkowskich restauracji. Powodem miała być kłótnia z żoną. Jakby tego było mało, w restauracji wdał się w sprzeczką i został pobity przez kilku osobników. Prawie nieprzytomny z pijaństwa, z poranioną głową, już po zmierzchu, postanowił ruszyć pieszo do wsi Krężna Kolonia, tam gdzie „uciekła” mu żona.

Idąc z Piotrkowa doszedł do wsi Kargał Las. Zaczęło go „suszyć”. Postanowił udać się do jakieś zagrody. Trafił na podwórze 39-letniego Romana Ciesielskiego. Gospodarz znał Barana tylko z widzenia. Baran poprosił go o wodę do picia. 16-letnia córka gospodarza, Józefa, podała mu wodę. U Ciesielskiego gościł wówczas gajowy Antoni Wiśniewski z pobliskiego folwarku Rokszyce i służąca Józefa Winklerowa. Rozmawiali z pijanym Baranem około 10 minut. Baran postanowił dalej iść w stronę wsi gdzie „uciekła” mu żona przez rokszycki las. – Upomniałem wtedy Barana, że w nocy niebezpiecznie iść prze las rokszycki – zeznał potem Ciesielki. – Nikogo się nie boję! Wszystkich, nawet Boga Chrystusa pierdolę! – miał krzyknąć wtedy do niego znikający już w grudniowym mroku Baran.

Bluźnił przeciwko Bogu”

Nie wiadomo dzięki komu, ale o słowach Barana dowiedziała się piotrkowska Prokuratura. Uczestników rozmowy z Baranem przesłuchał Sędzia śledczy. Wszyscy potwierdzili słowa pijanego. 27 lutego 1930 r. przedstawiono akt oskarżenia z art. 73. cz. I p. 3 K.K. Baranowi zarzucono, że „w obecności innych osób bluźnił przeciwko Bogu, wyrażając się o nim nieprzyzwoitymi słowami w celu wywołania zgorszenia wśród obecnych”.

Andrzej Baran stanął przed Sądem Okręgowym w Piotrkowie 14 maja 1930 r. Oskarżony nie przyznał się do winy. Oświadczył, że jest człowiekiem bardzo religijnym – chodzi do kościoła i jest wykluczone, aby mógł wypowiedzieć tak bluźniercze słowa… Jego znajomy, strażak Józef Majdecki twierdził, że Baran jest człowiekiem religijnym, rzadko pije, ale ma jedną wadę – jak się upije, to staje się zupełnie niepoczytalny, tak że nawet bije swoją głową o mur.

Co ciekawe, Ciesielki, jego służąca i gajowy przed obliczem Sądu zeznali inaczej niż podczas śledztwa. Twierdzili, że niewiele słyszeli. Sąd więc przerwał rozprawę i zaprosił na nią Sędziego śledczego. 28 maja po wysłuchaniu go, Sąd Okręgowy w Piotrkowie skazał Andrzeja Barana na 2 miesiące aresztu, zawieszając mu jednocześnie karę na okres 2 lat.

Andrzej Baran okazał się niezwykle pechowym człowiekiem. Nie dość, że uciekła od niego żona, pobito go, to jeszcze za słowa, które miał rzucić tamtego wieczoru, a których przecież nie pamiętał, wisiała nad nim perspektywa pobytu w areszcie. Baran stał się jednocześnie kolejną ofiarą kościelnych zapisów w kodeksie karnym.

Przemysław J. Łaski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *