Zygmunt Różycki – Nad Pilicą

Nad Pilicą

 

I.
Przy smrekowym gaju stoi krzyż wyniosły,
A na nim wisi Zbawiciel rozpiąty.
Zielone, bujne chwasty go obrosły —
Chcą go nachylić ku płaczącej ziemi,

Ale deremnie… Wielki, Wniebowzięty
Oczyma patrzy łaską promiennemi
Na swego ludu rozzłocone pola
Po których chodzi bieda i niedola.

II.
O kilka kroków od starego krzyża
Spoczywa kamień wielki, prawiekowy.
Podróżni kładą na nim senne głowy,
A dalej gęsto sadzony jałowiec

Krętem wiązaniem rośnie wzdłuż Pilicy, —
Czasem zabłądzą tutaj stada owiec,
A z niemi pastuch chudy, smętnolicy
Gra na fujarce uwitej z wierzbiny,

Lub też w czerwonych spódnicach dziewczyny,
Zanim ostatni promień słońca zgaśnie,
Opowiadają sobie dziwne baśnie,
Albo wieczorna rosa rozpłakana

Poniesie światu tak miłe: „Oj dana!”
Od cichych stawów żabi chorał płynie,
To się przepiórka ozwie w koniczynie,
Lub odgłos dzwonu poleci przez sioła,

Na Anioł Pański wierny lud swój woła.
A po przez wonią dyszące kaczeńce
Wierny siedzibie swojej bocian kroczy,
Złotem go światłem darzą gwiezdne wieńce,

A blady miesiąc sennie blaski toczy!
Z wód zaś powstają sinawe opary
I w fantastycznych kłębach mkną nad ziemią.
Z cmentarzysk płyną w biel osnute mary,

A na rozstajach zwiewne duchy drzemią.
Zalega cisza… jednak kipi życiem
Świat, co pod snu już spoczął kotarą.
Upiory smutnem i rozpacznem wyciem

Straszą podróżnych, którzy o tej dobie
Miejsce dla spania tam obrali sobie;
Zdała dolata senne końskie rżenie
I tajemnicze nocnych psów szczekanie,

Jakieś świetliste pół-ognie, pół-cienie
Płyną powoli po uśpionym łanie —
I świat sią w dziwnej zagadce kołysze,
W srebrzysty gmach się stapiając i w ciszę,

Wysnuwa z łona jakąś pieśń bajeczną,
Która niebiańskim szlakiem, drogą mleczną,
Niby eolskiej płynie harfy drżenie,

Gorące serca woła na marzenie,
Gorące dusze woła na zbratanie
Pieśń, co po sennym zwolna płynie łanie.

III

A za Pilicą, co swe fale toczy,
Które w promieniach słońca błyszczą świetnie,
Ściele się, niby jakiś step uroczy,
I niby łąki haftowane kwietnie
W jakieś misterne, bogate desenie,

Które muśnięciem pieści wiatru tchnienie,
Pogodne słońce kładzie swe promienie
Na rozmarzone i ciche polany,
Które brylantem błyszczą w letni ranek,
Niosąc nam zapach piękny, choć zmieszany:

Rumianków, ślazów, łubinu, sasanek —
I wszystko jest to tak swojskie, tak cudne;
I tem piękniejsze, że nie jest ułudne;
A nad łąkami cicha toń przezroczy

Swoje błękitne rozwiesza kotary.
Znajomą piosnkę śpiewa bór prastary,
Żadna ci siła serca tu nie zmroczy
I łzą nie zajdą smutne twoje oczy —

I chciałbyś wiecznie pić z przyrody czary,
Wsłuchan w wieczorne, przycichłe rozgwary
I w rozełkane ligawki pastusze,
Które z tęsknotą drżą o zmierzchu dobie,

Oddałbyś serce, myśl, i swoją duszę,
By żyć ną wieki wolno było tobie,
Gdzie się Pilica przed Bogiem użala,
Zdała od złości i od ludzi zdała.

IV.

Jakaż tu cisza!… W półśnie marzą drzewa,
Pilica toczy fale swe srebrzyście,
W dziwnem omdleniu trawy drżą i liście,
Słowika śpiew się w zaroślach przelewa,

Który piosenkę o miłości śpiewa…
Na niebie czasem ptak się zakołysze,
Lecąc gdzieś w oddal… i znów mamy ciszę.
O, jak tu sennie, słodko, błogo, miło
I tajemnego czaru party siłą,

Dumasz, zdziwienia pełen i zachwytu,
Spływając w jedność z harmonią błękitu —
I idziesz zwolna po przez olszyn gaje
Z wielką powagą, z dziwnym majestatem,

Każdą się trawką pieścisz, każdym kwiatem,
Przed twemi oczy wielkość Boga staje,
Który tak cudnym kieruje wszechświatem;
Coraz się więcej wgłębiasz w gaj uroczy,

Idąc ścieżkami nadpilicznych zboczy,
Aż wreszcie stajesz i patrzysz przed siebie…
Olśnione blaskiem słonecznych promieni
Wielkie się źródło seledynem mieni
I grą barw cudnych w toń przynęca ciebie.

V.

Niby w omdleniu stoją źródła senne,
Dziwnie wspaniale i dziwnie promienne.
Powierzchnia całkiem cichą jest ich sr.klanna
I tylko na dnie wytryska fontanna,

Wzlata ku górze tysiącem promieni
I przecudownym się turkusem mieni.
Ach, jakie skarby w głębi tej ukryte,
I jakie na dnie muszle są perłowe,
Które spływają w kolory tęczowe,

Jakie tam bryły w kawałki rozbite
I jakie drzewa omszałe, mistyczne
Obrały tutaj dla siebie grobowiec,
Jakie tu kwiaty przecudowne, śliczne,

Iż zabłądziwszy w miejsce to wędrowiec
Z jakiejś krainy mglistej i dalekiej,
Chciałby się z miejscem skować tem na wieki,
Na brzegach zrywać modre niezabudki,
Które swe główki wychylają z trawy,

Chciałby w tej ciszy rozwiać życia smutki,
W odgłos wsłuchiwać się fujarki łzawej,
Który przypływa tu od łąk zielonych,
W piękne wieczory, pełne czarów, letnie
I śród miesięcznych nocy rozsrebrzonych

Chciałby tu marzyć, chciałby żyć szlachetnie,
Zrywać żółtawy nadbrzeżny rumianek
I z wodnych lilii splatać sobie wianek,
Wchłaniać dyszące wonią nenufary

I w tem zacisznem, dalekiem ukryciu
Badać natury niepojęte czary,
Marzyć o innem jakiemś lepszem życiu,
W którem nie trzeba byłoby się trwożyć

Wiecznie krążącej ponad głową burzy,
Do snu wiecznego tu swą głowę złożyć
Pod dzikim krzakiem zapłonionej róży,
Zdała od fałszu i od ludzkich krzyków,
Żegnany płaczem szczerym białej brzozy

I chorałami tęsknymi słowików,
Zdała od szyderstw, świata, i od prozy,
Która umiera, to się znowu budzi
I już nie ludźmi czyni wszystkich ludzi!

VI.
Ależ nie wiecznie przecież trwa sen złoty,
Ach! taka smutna dola już człowieka,
Pełen goryczy, bólu i tęsknoty
Mój duch się w szatę prozy przyobleka,

Wstępuje znowu między ludzkie tłumy,
Cudowne źródło w moim śnie ucieka —
Żegnam go cichem, stłumionem westchnieniem,
Całą potęgą duchowej zadumy,
O, jakbym pragnął być rozwiewnym cieniem,

Aby popłynąć nad ten brzeg uroczy,
Kędy Pilica srebrne fale toczy,
Gdzie wpośród olszyn modre źródła biją,
Gdzie inne serca, inni ludzie żyją!

 

Zygmunt Różycki, 1905

 

Zygmunt Różycki (1883 – 1930) – poeta, tworzacy lirykę modernistyczną. Był synem Jana Różyckiego i Filomeny z Zielińskich. Jego ojciec w latach 1884-1912 mieszkał i pracował jako notariusz w Tomaszowie. Willa Różyckich znajdowała się przy ul. Św. Antoniego 24. W Tomaszowie  Zygmunt spędził lata dzieciństwa i młodości. Tu miał udzielać się jako znakomity parodysta i aktor-amator. Do Tomaszowa i jego okolic często powracał w swoich utworach.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*