Mogiła w Sulejowie w… balladzie Sztaudyngera

„Ballada” łódzkiego poety i fraszkopisarza, napisana przed sześćdziesięciu laty, ukazała się w tomiku „Łatki na szachownicy” wydanym w 1961 roku przez Wydawnictwo Łódzkie. Do dziś za sulejowskim kościołem możemy odnaleźć mogiłę tragicznie zmarłego w 1937 roku księdza Antoniego Grochowskiego.


BALLADA O KSIĘDZU AMATORZE KONI
O KAWAŁKACH CUKRU
O ŚMIERCI PRZEZ KOPNIĘCIE
BALLADA O NOCNYM RŻENIU
O GUBIENIU PODKOWY
O STRZELANIU Z BATA


Idźmy za kościół. Jakaś płyta,
Zwłoki dwóch księży to złożono
I śmierć ich śmiercią wciąż niesyta
Każe im śpiewać unisono.

Ten, co po prawej leży stronie,
Namiętnie ponoć lubił konie,
Nosił im cukru pełne dłonie,

Aż się doczekał smutnej pointy
I zmarł przez konia w skroń kopnięty,
I tak się dostał do legendy.

Gdy północ nader gadatliwa
Zliczyć się stara swe godziny –
Jak skąpiec, który wciąż się myli –

Rżenie w kościele się odzywa
I mlecznobiała siwka grzywa,
Bielsza od śniegu i pierzyny
Wyłania się w tej samej chwili.

Mówią, że trzeba strzelić z bata
Poświęconego u ołtarzy…
Wtedy jak obłok koń odlata
I już się zarżeć nie odważy…

A jeśli kogoś i polubi,
Czując współczucie w nim i męstwo,
Wtedy podkowę złotą gubi,
By za nią kupić nabożeństwo.

A czasem staje tuż przy płycie
I mając dziwną moc w kopycie
Maluje nim (o dziw nad dziwy!)
Swój biały łeb… w otoku grzywy.

Zmieniono płytę – nie pomogło,
Wrócił rysunek niczym godło,
Staruszków straszy, straszy dziatki…
A jam opisał te przypadki –

Bom myślał sobie o tym nieraz,
Czy na mym grobie także pegaz
Odciśnie skrzydła i kopyto
(Przez które głowę mam rozbitą).

Jan Izydor Sztaudynger, 1961

Udostępnij ten artykuł swoim znajomym:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *