Literatura ludowa z Golesz: Kumotrowie

Kumotrowie

 

– Hej, kumotrze! półkwaterek*. Nie? Kiej ja was
proszę. – Do was! kumie, kumoterku! wasze zdrowie wnoszę.
– Nie, mój kumie! Bóg wam zapłać, doma Gierka chora,
wieczór blisko, a dziś jeszcze jadę po doktora;
kiej zapisze recepcyję, pójdę do apteki,
sprzedało się trochę zboża, toć będzie na leki.
– Maćku, kumie! at bajecie; co wam tam doktory!
tak gadacie, kieby u was z srebrem były wory;
tać to doktor za byle co do was nie przyjedzie,
a co ma być, kumie Maćku, i z doktorem będzie.
Mnie słuchajcie, przecie się to już żyło na świecie,
i widziało się niejedno, sami o tem wiecie.
– Bogać Walku, wy-ta na to mądrzy, poradzicie,
bo mnie serce z bólu pęka i bieda, widzicie.
– Jeno naprzód, kumie Maćku, wypijewa sobie
półkwaterek, potem radzić będziem o chorobie.
Panie Szynkarz! półkwaterki dwa, a mocne juchy!
kiej się pije, niech zagrzeje gorzałeczka brzuchy.
Wasze zdrowie!
– Pijcie z Bogiem.
– Niech se kto chce prawi,
Maćku, wódka jeno dobra z chorobska wybawi.
Pomnę, jakoś to łońskiego** – młóciłem w stodole,
naraz, kiej mnie kolnie w boku!.. i kole, i kole.
Jęczę, stękam, Boga wzywam… Zeszły się sąsiadki,
rają różnie: to napić się ziółek, to serwatki,
to krwi puścić… i chcą posłać na wieś po owczarza***,
bo to lekarz całą gębą i kawał golarza;
kiej ci gębę osmaruje i nożem powiedzie,
to aż świeczki w oczach staną, mój miły sąsiedzie.
Ale ja tak gadu, gadu, kumoterku miły,
a tu człeku już nie czujesz na języku siły;
kumie Maćku! jeszcze jeden, jeśli mi życzycie,
kumoterku, mój Maciusiu, jeden wychylicie.
– Kiej wy tacy, mój kumosiu – a tu do apteki,
po doktora jeszcze jechać i kupować leki.
– Dyć wam mówię – mnie słuchajcie – waszą wylekuję,
jeno jeszcze gorzałczyska zdziebłeczko spróbuję.
No – kumosiu!… Panie Szynkarz! czy jest okowita?
Prosiemy, dwa półkwaterki – i basta, i kwita!..
Kumoterku, w wasze ręce.
– Bóg zapłać.
– Do waju!…****
– Kiej tak leżę; kumie Maćku, a babiska rają,
coraz gorzej kolki ziobra i boki ściskają.
Myślę sobie: nie wytrzymam, – kiej huknę: hej matki!
dajcie mi tu gorzałczyska, nie ziół, ni serwatki!
Co powiecie? kumie Maćku! toć do dzisiaj żyję,
kieby uciął – kolki przeszły, ja gorzałkę piję.
Panie szynkarz! jeszcze-no dwa! – kumosiu mój, bracie,
wypijewa jeszcze jeden, jeśli mnie kochacie;
bo ja waju – Bóg mnie widzi i Najświętsza Matka. –
choć się to tak kumie mówi – ot zwyczajnie gadka,
rodzonego nie kochałbym więcej, niż was, kumie.
Maćku! jutro wasza zdrowa!..
– A to się rozumie!
– W wasze ręce!
– Bóg wam zapłać! – Wasze! mój Walenty!
niech wam Pan Bóg błogosławi i wasz patron święty!
jeno mi, mój kumosieńku, wyleczcie tę moją
sikoreczkę – bo widzicie, każdy kocha swoją;
a jakby to, mój sąsiedzie, zmarło, nie daj Boże!
sikoreczka moja złota, babisko, nieboże…
– Kumoterku! ja wam mówię, Maciusiu, kochanie,
niech wypije wasza wódki, choróbsko ustanie!
Kiej wypije gorzałeczki – tak chrapnie nieboże,
aż się będzie rozlegało, jak hukanie w borze;
bo to kumie, kiej choróbsko człeka się dopyta,
nie pomogą nic doktory, jeno okowita!
– Ha, mój kumie, mój Walusiu – przecież to, mój Boże,
kiej wam wódka tak pomogła – i mojej pomoże.

Jak mówili, tak zrobili; – jeszcze kumoterek,
na odchodnem z kumem łyknął jeden półkwaterek
i do flaszki nalał jeszcze im żyd trzy kwaterki,
żeby mogli przepić w domu do kochanej Gierki.

W chacie brudnej – na kominie pali się łuczywa,
i migocąc blade światło po izbie rozsiewa,
a gdy mocniej zamigoce i jaśniej zaświeci,
dojrzysz w kącie chorą Gierkę i czworo jej dzieci.
Biedna Gierka – jak trup blada, wychudzone ręce
wzniosła w górę i modlitwę szle ku Bożej męce.
Biedna matka! ile razy spojrzy na dzieciska,
jakiś w sercu ból nieznany łzy z jej ocz wyciska;
czasem tylko, gdy się wpatrzy w obrazek na ścianie,
pociesza się, że… tam znajdą dzieci zmiłowanie,
że Pan Jezus, że ta Matka Najświętsza na niebie
nie opuści jej sierotek w nijakiej potrzebie.
I modli się chora matka: Mój Boże, mój Panie!..
Aż tu w sieni słychać hałas: to śmiech, to wołanie,
i kumowie z flaszką wódki – pijani, weseli,
przy barłogu chorej Gierki bełkocząc stanęli!
– Gierciu! moja sikoreczko! kum ci Wałek powie,
to dla ciebie recepcyja, to ci wróci zdrowie.
– Moja kumo, kumoterko! ja was bardzo proszę,
napijcie się gorzałeczki, – wasze zdrowie wnoszę!
bo to kumo tak gadają: kto gorzałkę pije,
tego zabić śmierć nie może, po śmierci ożyje.
No, ja do was, kumoterko!
– A jak nie pomoże?-
– Nie pomoże?… toć wam kumo zaszkodzić nie może.
– Ha, kiejże tak – miły kumie… ja bym tak żyć chciała,
bo kiej bym to jeszcze tego drobiazgu nie miała…
to… ja do was! –
I wypiła wódki półkwaterek,
i dalej do kuma znów pił wódkę kumoterek.
Dali jeszcze kumoterce, jeszcze jeden piła,
ale potem… w pół godziny… już Gierka nie żyła.
Co zabiło chorą Gierkę? – może kto zapyta.
Co zabiło? – nic innego, jenoć okowita!

* półkwaterek – naczynie o pojemności równej połowie kwaterki, tzn. 1/8 litra; zawartość takiego naczyniu, często blaszane
** łońskiego – w dawnej gwarze: zeszłoroczny
*** owczarz – dawny zawód, owczarze dzięki kompetencjom w dziedzinie weterynarii byli taktowani przez chłopów jako znachorzy
**** do waju! – do was!

Walenty Sygoń z Golesz, 1883

red. PJL

W utworze Walentego Sygonia poruszony został problem pijaństwa, który targał społeczeństwem wiejskim także w XIX wieku. Biedny chłop Maciej, mając zamiar jechać do apteki po leki dla chorej żony Gierki, zatrzymuje się w prowadzonej przez żyda karczmie, gdzie goszczący tam jego kum Walenty, przekonuje go o dobrotliwych i leczniczych właściwościach okowity (wódki).

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*