Legenda o zbóju Madeju z tomaszowskich lasów

Działo się to w czasach kiedy okolice Tomaszowa otaczały gęste lasy, które zamieszkiwała liczna zwierzyna. W lasach tych w grocie zamieszkiwał zbój o przezwisku Madej. Miał on dużą i ciężką maczugę, której wszyscy się bali. Nie jeden kupiec zostawił na drodze w leśnej głuszy swój wóz wyładowany po brzegi drogimi materiałami, przyprawami i kosztownościami, a sam uciekł gdzie pieprz rośnie. Nikt nie odważył się zajrzeć do jego kryjówki, jedynie matka jego mogła tam przebywać. Gotowała mu obiady, prała i często z nim rozmawiała, jak to matka.

Zdarzyło się pewnego dnia, że do jaskini zaszedł młody chłopak z węzełkiem na ramieniu. Był wielce utrudzony, poprosił o łyk wody i schronienie. Siedząc przy ognisku opowiedział Madejowi dokąd wędruje i po co. Ojciec jego dawno temu wracając nocą przez las z cennymi materiałami zakupionymi za granicą, zabłądził. Dookoła las, noc, słychać wycie wilków, konie nerwowo potrząsały łbami. Myślał że to już koniec. Z pomocą przyszedł mu nieznajomy, który nagle pojawił się w leśnej gęstwinie.

– Pomogę ci drogi panie, ale nie ma nic za nic. Oddasz mi to o czym nie wiesz, że istnieje – z uśmiechem powiedział nieznajomy.

 – Zgodzę się na wszystko bylebym znalazł drogę do domu – odpowiedział wystraszony kupiec.

Nieznajomy podsunął wystraszonemu i zmęczonemu kupcowi jakiś dokument, który nakazał podpisać. Kupiec skuszony szybkim powrotem do domu, do rodziny, bez zastanowienia podpisał. Nieznany mężczyzna jak obiecał tak uczynił. Kupiec bez problemów znalazł szybko drogę powrotną.

W domu zastał stęsknioną żonę i jeszcze kogoś, o którym istnieniu nie wiedział. Żona zaprowadził go do sypialni gdzie w kołysce spokojnie spał jego pierworodny syn. Wtedy do kupca dotarło co podpisał nieznajomemu i co to oznacza. Rozpłakał się zamiast się cieszyć. Żona była zdziwiona zachowaniem męża na widok syna. Pomyślała nawet, że może mąż oczekiwał córki, a może dwóch synów bliźniaków.

Mijały dni a kupiec chodził struty. Rozmyślał co zrobić aby odzyskać dokument który podpisał. W końcu nie wytrzymał i wszystko opowiedział żonie.

 – Nie martw się. Będziemy pilnować naszego syna. On jest nasz i tylko nasz. Nikt go nam nie zabierze. Po za tym ten nieznajomy nie wie gdzie mieszkamy. Musimy szybko ochrzcić nasze dziecko a wtedy nic mu już nie grozi.

Tak też zrobili. W niedługim czasie odbyły się chrzciny chłopca, którego ojciec pochopnie obiecał nieznajomemu mężczyźnie, który okazał się diabłem. Chłopcu na chrzcie dano na imię Wincenty. Chłopiec rósł zdrowo aż wyrósł na pięknego młodzieńca. Wtedy rodzice wyznali mu całą prawdę.

 – Matko, pójdę do piekła i odpiorę to co podpisał dawno temu ojciec – powiedział wojowniczym głosem Witek.

Szybko zapakował bochenek chleba i osełkę masła do tobołka i ruszył w daleką drogę. Tak trafił do jaskini Madeja.

Zbój dowiedziawszy się, że Witek idzie do piekła poprosił go, aby dowiedział się jaka kara czeka tam na niego. Witek obiecał, że dowie się tego i ruszył w daleką drogę. Wędrował lasem, polem, przez wysokie góry. W deszczu, w upalnym słońcu i mrozie. Wreszcie dotarł do bramy piekła. Wyciągnął za pazuchy kropidło i wodę święconą. W piekle zrobiło się wielkie zamieszanie na widok młodzieńca z kropidłem i wodą święconą. Witek bez trudu odzyskał dokument, który podpisał przed laty jego ojciec.

W drodze powrotnej postanowił zobaczyć jaką karę przygotowały diabły dla zbója Madeja. Aż ciarki przeszyły całe jego młode ciało. Było to łoże, z którego wystawało dużo metalowych kolcy. Osoba leżąca na takim łożu była poddana okrutnym cierpieniom. Po powrocie Witek opowiedział Madejowi jak odzyskał ważny dla niego dokument i jaką karę szykują dla Madeja w piekle. Zbója bardzo to zmartwiło i wystraszyło. Postanowił już nie zbójować. Wiedział, że Witek jest bardzo pobożny dlatego poprosił go o radę co ma zrobić aby uniknąć tak okrutnej kary. Witek długo myślał, a zbój aż zrobił się blady jak kartka papieru ze strachu. Pierwszy raz w życiu tak bardzo się bał i nie wiedział co ma zrobić. Wreszcie Witek oznajmił swoją radę:

 – Wszystkie kosztowności, drogie materiały i inne zrabowane kupcom rzeczy rozdaj biednym i potrzebującym. Maczugę zakop do ziemi i codziennie ją podlewaj a kiedy zakwitnie i wyda owoce będziesz bez grzechu.

Zbój posłusznie zastosował się do rady Witka, a kiedy młodzieniec po latach już jako biskup jechał obok jaskini już nie zbója, lecz tylko Madeja, zauważył jak owoce spadają z maczugi, zamieniają się w białe gołąbki i odfruwają do nieba. Madej był oczyszczony z grzechów. Tak skończyło się zbójowanie Madeja w lasach tomaszowskich.

tekst i ilustracja: Małgorzata Skiba-Skibińska

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*