Legenda o pięknej Wiktorii i groźnym niedźwiedziu z tomaszowskiego herbu

Dawno temu, bardzo dawno, za szeroką rzeką, za zielonym borem, za turkusowym morzem, za wysoką górą, w Anglii, w starym zamczysku, umierał król Edward.

Król był stary i bardzo zmęczony. Długo rządził swoim królestwem i widać już przyszedł czas, aby się żegnać ze swoją rodziną, wiernymi służącymi i oddanymi mu żołnierzami. Dlatego poprosił swoje dzieci, syna Filipa i córkę Wiktorię, aby przybyły do jego komnaty. W komnacie króla Edwarda zebrała się rodzina, zaufani dworzanie i doradcy królewscy.

– Kochani moi – zaczął z trudem mówić król – jak widzicie przyszła już ta chwila kiedy mi będzie się z wami żegnać trzeba. Proszę nie płaczcie, przeżyłem już swój czas. Wiele bitew stoczyłem, wiele z nich wygrałem, wiele też miałem porażek. Mimo to uważam, że miałem udane życie. Drogie dzieci: Filipie i Wiktorio podejdźcie do mnie.

– Filipie! – ty jesteś najstarszy z moich dzieci, więc tobie oddaję władzę nad całym moim królestwem. Rządź mądrze. Wygrywaj bitwy, bądź dobrym żołnierzem.

– Wiktorio! – córeczko, tobie oddaję skarby królewskie i ziemie zdobyte w czasie wojen.

Zaraz potem kiedy król Edward wypowiedział te słowa zamknął powieki i zasnął na wieki. Nastała cisza wśród której słychać było szloch Wiktorii.

Wola zmarłego króla Edwarda nie spodobała się młodemu królowi Filipowi. Wiedział dobrze, że kiedy księżniczka Wiktoria poślubi jakiegoś księcia wszystkie skarby i zdobyte ziemie staną się własnością innego królestwa. Na coś takiego nie chciał się zgodzić.

– Co robić? Co robić? – zastanawiał się Filip.

Całymi godzinami i dniami chodził po swojej komnacie i rozmyślał o tym problemie. Nie mógł jeść, nie mógł spać, snuł się po zakamarkach starego zamku z nadzieją, że przyjdzie mu do głowy pomysł na rozwiązanie tego problemu. Chciał nawet porozmawiać z siostrą, ale kiedy widział jaka jest radosna i beztroska denerwowało go to i odchodziła mu ochota na rozmowę. Z tych rozmyślań rozbolała go głowa. Zawołał nadwornego medyka ale on zalecił tylko dużo spokoju i odpoczynku.

– Jak tu odpoczywać kiedy na głowie ma się taki poważny problem.

Nie widząc sensownego dla siebie rozwiązania problemu postanowił, że zapyta doradców królewskich.

W tym celu zawezwał ich do swojej komnaty.

– Drodzy panowie, zaprosiłem was tutaj dzisiaj do mnie – rozpoczął król niepewnym głosem – abyście wypowiedzieli się na temat ostatniej woli mojego zmarłego ojca króla Edwarda. Ojciec oddał wszystkie skarby królewskie i posiadłości ziemskie mojej siostrze księżniczce Wiktorii. Dobrze wiecie, że z chwilą jej zamążpójścia wszystkie te dobra przechodzą do królestwa jej męża. Nasze królestwo zubożeje. Czeka nas bieda, a tego nikt nie chce.

Doradcy zaczęli dyskutować między sobą. Trwało to bardzo długo. Wreszcie jeden z nich zabrał głos.

– Jest pewien sposób aby temu zapobiec.

– Jaki? – zapytał poddenerwowanym głosem król – gadaj mi tu zaraz.

– Myśmy tutaj uzgodnili, że najlepszym wyjściem będzie pozbycie się księżniczki.

– Co? W jaki sposób – krzyknął król patrząc w okno za którym widać było jaskinię, w której mieszkał brunatny niedźwiedź pojmany niegdyś przez króla Edwarda

– Rzucić ją na pożarcie niedźwiedziowi – odpowiedział pewnym głosem najstarszy doradca.

Nastała nieprzyjemna cisza. Słychać było tylko ryk głodnego niedźwiedzia.

– Dobrze – odpowiedział Filip – zajmijcie się tym, wołajcie straże. Niech tak się stanie jeżeli to ma uratować nasze królestwo.

Wiktoria była piękną, młodą księżniczką. Miała jasne falujące loki, niebieskie oczy i piękną twarzyczkę z małym zadartym noskiem. Dworkom łza kręciła się w oku kiedy dowiedziały się, że księżniczka będzie rzucona na pożarcie niedźwiedziowi. Sama księżniczka była bardzo smutna i rozczarowana. Nie mogła zrozumieć, że taką decyzję podjął jej brat. Decyzja ta była nieodwołana ponieważ wydał ją sam król.

Wyznaczono dzień i godzinę tego tragicznego wydarzenia. Dworki ubrały Wiktorię w najpiękniejszą suknię, pięknie uczesały i odprowadziły przed jaskinię niedźwiedzia. Po drodze księżniczkę Wiktorię żegnały tłumy wiernych poddanych ze złami w oczach. Nikt nie rozumiał decyzji króla Filipa, ale też nikt nie śmiał mu się przeciw stawić.

Dziewczęta rzucały kwiaty pod nogi Wiktorii a ona szła dumna z podniesioną głową jak by się nic nie stało. Uśmiechała się i machała ręką na pożegnanie. Wreszcie zniknęła w jaskini.

Nastała okropna cisza. Wszyscy czekali na krzyk Wiktorii i ryczenie niedźwiedzia, ale nic takiego się nie wydarzyło.

Niespodziewanie po kilku dniach Wiktoria cała i zdrowa wyszła z jaskini, za nią szedł spokojnym krokiem niedźwiedź, który okazał się potulnym misiem. Kiedy król Filip się o tym dowiedział, bardzo się wzruszył, przeprosił siostrę i zgodził się na jej ślub z księciem Lotaryńskim.

Król Filip wyprawił siostrze wspaniałe wesele. Zaprosił wszystkich władców z odległych królestw z całego świata. Goście bawili się i jedli wspaniałe potrawy przygotowane przez 100 najlepszych kucharzy z całego królestwa przez 30 dni. Księżniczka Wiktoria i jej mąż żyli długo i szczęśliwie przez długie lata. Doczekali się kilku synów, każdy z nich na pamiątkę cudownego ocalenia ich matki otrzymał herb panny na niedźwiedziu.

Ich potomkowie dotarli do Polski a potem do Tomaszowa, który w herbie ma pannę na niedźwiedziu. Taka to była historia.

tekst i ilustracja: Małgorzata Skiba-Skibińska

Małgorzata Skiba-Skibińska, mieszkanka Piotrkowa Tryb., z zamiłowania plastyk, należy do Stowarzyszenia Amatorów Plastyków w Tomaszowie Maz. Od dzieciństwa fascynowały ją baśnie, bajki i legendy. Od kilku lat ilustruje legendy ziemi piotrkowskiej. W roku 2012 wspólnie z Izabelą Schyndel wydała książkę dla dzieci o legendach Piotrkowa pt. „Diabły, czarty i czarownice. Legendy o Piotrkowie”. W książce znalazło się 11 ilustracji do legend o Piotrkowie. Do niedawna można było oglądać jej autorską wystawę w Grotach Nagórzyckich pt. Legendy nadpilickie.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*