Legenda o chłopie Macieju spod Nagórzyc

W okolicach Nagórzyc mieszkała biedna rodzina. Chłop Maciej miał duży problem aby wykarmić sporą gromadkę swoich pociech. Wymyślił sobie, że pod osłoną nocy pójdzie do Nagórzyc do kopalni, gdzie wydobywano piękny aksamitny biały piach. Ukopie go trochę dla siebie i sprzeda z zyskiem, a pieniądze przeznaczy na potrzeby rodziny.

Maciej obawiał się aby wyrobisko  nie zawaliło się, a on sam nie został zasypany przez piasek. Co wtedy stanie się z jego dziećmi? Kto je nakarmi? Takie czarne myśli błąkały się po głowie chłopa przez parę dni, mimo to Maciej zaryzykował i poszedł nocą do Nagórzyc.

Szybko poszło mu napełnienie drewnianego wózka piachem. Kiedy zamierzał wracać do domu spostrzegł obok wykopanej jamy siedzącego na kamieniu mężczyznę. Mężczyzna wydał się Maciejowi jakiś dziwny. Przede wszystkim był dziwnie ubrany, inaczej niż Maciej i wszyscy których Maciej znał. Miał czerwone spodnie, marynarkę w kratkę i czarny kapelusz. W ręku trzymał czarną laskę a nad jego głową fruwały nietoperze. Całe mnóstwo nietoperzy, ohydnych, czarnych. Mężczyzna wstał z kamienia i zapytał Macieja.

– Dlaczego kradniesz piach Macieju?
Maciej był tak wystraszony, że na chwilę zapomniał języka w  gębie.
– Hej! Macieju! Czemu mi nie odpowiadasz?
Chłop wzdrygnął się.
– Panie, nie mam pieniędzy, jestem biedny, mam małe dzieci którym nie mam co dać jeść. Dlatego to robię.
Mężczyzna podrapał się po szpiczastej czarnej brodzie, przeszedł wzdłuż wyrobiska, odegnał fruwające na jego głową nietoperze i przemówił spokojnie.
– Dam ci pieniądze, ale musisz mi coś  obiecać.
– A co panie?
Obiecaj mi, że w dzień powszedni będziesz spał i nic nie robił, a w święto będziesz pracował.

Maciej, choć chłop nieuczony, od razu domyślił się z kim rozmawia. Zostawił w kopalni wózek, łopatę, latarnię i uciekł. Nigdy później już tam nie poszedł.

tekst i ilustracja: Małgorzata Skiba-Skibińska

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*