Koledzy z celi cz. II: Piotrkowskie zbrodnie Tadeusza Miedzierskiego

Na przełomie października i listopada 1946 roku Piotrków Trybunalski poruszony został tragicznymi wydarzeniami. W krótkim odstępie czasu doszło do dwóch brutalnych napadów rabunkowych, w których zginęły cztery osoby. Jak się później okazało, jednym z napastników był Tadeusz Miedzierski, skazany przed wojną na dożywocie, były kompan zabitego w 1938 roku przez policję Mieczysława Gajewskiego.

Przypomnijmy, iż Miedzierski pojmany został tuż po napadzie na sklep w Woli Grzymalinie w kwietniu 1938 roku. Z obawy przed surowym wyrokiem usiłował prawdopodobnie popełnić samobójstwo połykając kilka kawałków łyżki cynkowej, jednak natychmiastowa operacja w szpitalu w Warszawie, do którego go odwieziono, uratowała mu życie. Na rozprawie sądowej Miedzierski nie przyznawał się do winy, przerzucając winę na nieżyjącego Gajewskiego. To mogło złagodzić wyrok, bowiem za napad, w którym zginęły dwie osoby, skazany został przez Sąd Okręgowy w Piotrkowie na dożywotnie więzienie, co jak się później okazało nie powstrzymało Miedzerskiego przed dokonywaniem kolejnych zbrodni w przyszłości.

Nieznane są losy Miedzierskiego podczas II wojny światowej, ale faktem jest, że okazała się ona dla niego wybawieniem, i w jej trakcie musiał uzyskać wolność. Cieszył się nią także po 1945 roku. Aż do wspomnianych tragicznych wydarzeń z jesieni 1946 roku.

Tego to roku, 25 października wieczorem, Miedzierski z niejakim Bronisławem Mislerem (byłym volksdeutschem o nazwisku Myssler) przybyli pod adres Rwańska 2 w Piotrkowie Trybunalskim do mieszkania Stefana Markowskiego. Gospodarz, który musiał ich znać, przyjął gości wódką. W krótkim jednak czasie Misler wstał, wyciągnął pistolet Parabellum i zażądał od Markowskiego wydania pewnych, należących rzekomo do Mislera, rzeczy. Kiedy ten odmówił, bandyci skrępowali go kablem i płócienną taśmą i zażądali pieniędzy. Markowski w obawie o własne życie wskazał im schowki w ścianach i pod schodami. Bandyci zabrali z kryjówki około 1000 dolarów, 25000 zł, złoto, futro, ubranie i bieliznę. To im jednak nie wystarczyło. Misler, by usunąć świadka, postanowił zlikwidować gospodarza, strzelając mu w głowę i zabijając go na miejscu.

Dwa tygodnie później Piotrkowem wstrząsnęła kolejna zbrodnia. Miedzierski i Misler, wziąwszy do pomocy miejscowych rzemieślników Ludwika Idzikowskiego i Tadeusza Adamskiego, oraz Stanisława Czumę, ucznia liceum, udali się 8 listopada na ulicę Łąkową 22, gdzie mieszkała dość zamożna rodzina żydowska. Czuma i Idzikowski zostali na czatach, natomiast pozostali weszli do środka podając się za członków milicji obywatelskiej. Misler pistoletem sterroryzował mieszkańców, zaś reszta bandy zrabowała gotówkę, platery, zegarki, garnitury, bieliznę oraz firanki. Po raz kolejny sam rabunek im nie wystarczył. Żeby pozbyć się świadków Miedzierski oddał kilka strzałów do trojga obecnych w domu, Adamski zaś „poprawił” dwoma seriami z pistoletu maszynowego Sten. Lejzor Malec, Sara Uszerowicz i Ruchla Rolnik, zginęli na miejscu.

Władze bezpieczeństwa dość szybko zatrzymały podejrzanych. Wojskowy Sąd Rejonowy w Łodzi już nie dał Miedzierskiemu drugiej szansy. Wyrokiem z 18 listopada skazał go na na karę śmierci. Taką samą karę usłyszał Misler. Adamskiego skazano na 10 lat, Czumę na 4, natomiast Idzikowskiego na 2. Podczas rozprawy kilku świadków próbowało dać Mislerowi alibi i potwierdzić jego obecność w dniu zabójstwa Markowskiego w zupełnie innym miejscu. Okazało się, że zostali oni poinstruowani co do składania zeznań przez samego oskarżonego… poprzez okienko między poczekalnią dla świadków a pokojem aresztantów. Okienko zostało później zamurowane.

32-letni Miedzierski i starszy od niego o 5 lat Misler zostali straceni 4 stycznia 1947 roku w Łodzi w więzieniu na Sterlinga.

Przemysław J. Łaski

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*