Koledzy z celi cz. I: Szlak zemsty Mieczysława Gajewskiego

Międzywojenna Polska nie należała do bezpiecznych państw i niemal codziennie dochodziło do napadów czy zabójstw. Jednym z najbardziej osławionych bandziorów i morderców w regionie piotrkowskim był Mieczysław Gajewski, nazwany przez prasę „radomszczańskim Maruszeczką” ***.

Okoliczności towarzyszące wejściu Gajewskiego na krwawy szlak były niezwykłe. W 1938 roku Mieczysław Gajewski odsiadywał krótką karę w piotrkowskim więzieniu. Tam poznał Tadeusza Miedzierskiego i Józefa Kaczmarka, właściciela sklepu spożywczego we wsi Wola Grzymalina pod Bełchatowem. Znajomość z nimi, jak się później okazało, miała wielki wpływ na dalsze życie Gajewskiego.

Gdy Kaczmarek opuszczał więzienie Gajewski poprosił go, aby porozumiał się z jego, zamieszkałą w Radomsku żoną. I może Gajewski pozostałby nadal tylko pospolitym przestępcą, gdyby nie to, że Kaczmarek nieco nadużył zaufania kolegi z celi, wchodząc w bliższe stosunki z jego żoną.

O zdradzie Gajewski dowiedział się jeszcze w więzieniu, od razu planując krwawą zemstę. Po opuszczeniu więzienia udał się więc do żony, jednak ona w obawie przed zemstą męża udała się do Radomia, gdzie otrzymała pracę jako bufetowa na dworcu kolejowym. 7 marca Gajewski przyjechał do Radomia, spotkał ją na dworcu kolejowym i kilkoma strzałami z rewolweru zabił na miejscu. Od tego momentu Gajewski tropiony przez policję, sam pogrążał się coraz bardziej w ciąg zbrodni.

18 marca pojawił się w Piotrkowie. Tam dokonał napadu rabunkowego na mieszkanie Chany Kazanowskiej przy ulicy Piłsudskiego 15. Domownicy mieli szczęście, bo bandyta strzelając do nich nie trafił. Mniej szczęścia miały ofiary kolejnego napadu. Po napadzie w Piotrkowie Gajewski jeszcze tego samego dnia miał uciec do Kamieńska, zabijając we wsi Kosówka pod Kamieńskiem Ignacego Wieczorka i jego syna.

Po kolejnej zbrodni Gajewski pojawił się w rodzinnym Radomsku. Poczuł się chyba pewny, bo udał się na spacer po ulicach miasta ze swoją znajomą Walerią Zjawioną. Podczas spaceru natknęli się na policjanta, który rozpoznał w nim poszukiwanego bandytę. Doszło do strzelaniny, podczas której znajoma Gajewskiego odniosła ciężkie rany, lecz on, być może zasłaniając się koleżanką, zdołał zbiec.

W międzyczasie z powodu „złego stanu zdrowia” z więzienia wyszedł kolejny kompan Gajewskiego, Tadeusz Miedzierski. Szybko doszło do kontaktu między nimi i teraz razem postanowili dokonać zemsty na Józefie Kaczmarku za uwiedzenie Gajewskiej. 30 kwietnia zjawili się w Woli Grzymalinie i dokonali napadu na jego sklep. Co prawda Kaczmarek, choć ciężko ranny, przeżył napad, ale jego szwagier Stanisław Szczęsny został zabity. Bandyci weszli też do domu Kaczmarka, gdzie zabili jego żonę Władysławę. Łupem napastników padło kilkanaście złotych oraz sklepowe produkty. Po tym napadzie Miedzierski został szybko ujęty, a Gajewski po raz kolejny wymknął się policji. Od tego jednak momentu, ścigany listem gończym i zagrożony licznymi obławami, coraz trudniej było mu się ukrywać. Musiał zawiesić swą zbrodniczą działalność na jakiś czas. Po prawie miesiącu pojawił się w Piotrkowie, gdzie 24 maja na ulicy Rolniczej postrzelił próbujących go zatrzymać posterunkowych Józefa Królika i Antoniego Gąsienicę. Sam korzystając z ciemności zbiegł.

Dobrze ukrywał się aż do 8 czerwca, kiedy to widziany był w Radomsku przez dwóch robotników, którzy szybko powiadomili o tym policję. Gajewski zdołał jednak zbiec przed przybyciem policji. Widziano go jednak jak wsiadał do pociągu jadącego w stronę Piotrkowa, co spowodowało, iż około godz. 15 w okolicy Gorzkowic zorganizowano na niego obławę. Kierował nią, w zastępstwie komendanta policji powiatowej, komisarz Mieczysław Nikles, kierownik komisariatu policji w Piotrkowie. Gajewskiego osaczono w polu 14 km od Gorzkowic. Ukryty w życie zaczął ostrzeliwać policję z dwóch rewolwerów. Jedna z kul raniła Niklesa (którego przewieziono do szpitala ewangelickiego w Łodzi) i przodownika służby śledczej Zygmunta Klimarka. Gdy bandycie skończyły się naboje, policja zbliżyła się do niego, a seria kul zakończyła jego życie.

„Radomszczańskiego Maruszeczkę” dużo różniło od swego pierwowzoru. Wydaje się nawet, że był bardziej okrutny od Maruszeczki, którym kierował głównie alkohol. Zbrodnie Gajewskiego były zaplanowane, dokonywane z zimną krwią, a kierowała nimi zemsta.

Oskarżony o napad rabunkowy w Woli Grzymalinie kompan z celi Gajewskiego Tadeusz Miedzierski, został skazany w styczniu 1939 roku na dożywocie, ale swoje bandyckie karty historii zapisze on jeszcze mocniej tuż po II wojnie światowej, o czym niebawem.

Przemysław J. Łaski

*** Nikifor Maruszeczko, jeden z najgroźniejszych polskich przestępców międzywojennych. Przypisuje mu się zabójstwo co najmniej siedmiu osób. W trakcie procesu był sądzony tylko za zabicie jednego policjanta i ciężkie zranienie innego. Skazany na karę śmierci, którą wykonano 8 sierpnia 1938 roku.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*