Domy nowe i grunta liche, czyli Kiełczówka przed ponad stu laty

Nasza wieś Kiełczówka jest bardzo mała, bo ma tylko 16 dymów, ale na oko wygląda ona bardzo pięknie – tak zaczyna opis wioski leżącej przy szlaku kolejowym między Piotrkowem a Koluszkami Jan Cybula, najpewniej najświatlejszy mieszkaniec tej wioski pod koniec XIX wieku. Z jego listu z 1887 roku dowiedzieć się można o domostwach, gruntach i pracy mieszkańców tej wsi.

Domy

Domy na nowo odbudowane, aż miło spojrzeć. To tylko źle, że wszystkie domy naszych gospodarzy stoją bardzo blisko siebie; jakby się wszczął pożar, od którego zachowaj nas Boże, toby cała wioska nasza poszła z dymem bez żadnego ratunku. Inaczéj jednak gospodarze budować się nie mogli, bo mają bardzo małe place, krótkie, a szerokie tylko na 10 zagonów. Wszystkie zabudowania muszą pomieścić się na tym kawałeczku.

Grunta liche

Miło byłoby żyć w naszej Kiełczówce, żeby tylko nie było biedy. U nas trudno ustrzec się od niej, bo mamy grunta liche, i do tego jeszcze porozrzucane w różnych miejscach, bo, oprócz tych placów, są one aż w sześciu kawałkach. Żeby ten grunt znajdował się choć blisko wsi, ale jeden kawałek jest o pół wiorsty, drugi o wiorstę, trzeci jeszcze dalej; a w tych kawałkach są po 4 zagony , i po 8 , i po 10, a długie takie, że jak stanąć na jednym końcu, to drugiego nie widać. Któż tak daleko powiezie gnój, szczególniej na ten ostatni kawałek, – a jeszcze jak droga zła!… To też nawożą tylko tam, gdzie bliżej. Gruntu mamy po 12 morgów, a paru gospodarzy ma po 24. Nie tak to mało; gdzie indziej ludzie mają mniej pola, a lepsze utrzymanie, niż my, – ale oni mają do tego po kawałku lasu, łąki dobre i ogrody. Urodzi im się len, kapusta i wszystko, co tylko zasadzą i zasieją. Co im zbędzie, to jeszcze sprzedadzą. U nas nie ma nic, tylko jeden grunt; a gdzie jest równe pole, to, jak każdemu wiadomo, niema łąk ani dobrych ogrodów. U nas grunt jest taki, że jak deszczu nie ma parę dni, to bardzo sucho, – a jak znów przejdzie deszcz cokolwiek większy, to znów bardzo mokro. Gospodarze obsiewają tylko dwie części gruntu, a trzecią zapuszczają na ugór; to też mają mały sprzęt. Jeszcze jak się urodzi zboże, to żyć jako-tako; ale u nas o dobre urodzaje trudno.

Ugór dla bydła

W tym roku jednak tośmy na wszystko zboże mieli urodzaj nie najgorszy, tylko żniwa się rozpoczęły o tydzień później niż w innych latach. Sprzęt [zbiory – przyp. red.] mieliśmy pogodny, tylko na jeden owies nie było dobrej pogody, prawie codziennie deszcz padał. Gospodarze u nas tyle gruntu zapuszczają na ugór umyślnie dla bydła, bo pastwiska bardzo mało mamy, i do tego jeszcze liche, same krzaki i piach. Jest tam w środku kawałeczek lepszego, ale czy ono wystarczy dla wszystkiego bydła i koni? Z wiosny, jak tylko cokolwiek się trawa puści, a jeszcze jest mokro, jak zaczną na to pastwisko wyganiać bydło i konie, to każde zwierzę z radości się nie posiada, że doczekało lata; to też jak zacznie brykać potem pastwisku, szczególniej konie, to tak podziurawią ziemię, że trawy nie znać wcale, tylko błoto, – i muszą pędzić bydło na ugór. Przed samymi żniwami, gdy ugór zaorzą, to znów na to pastwisko bydło i konie pędzą. Jaki one mają wtenczas głód, to aż strach patrzyć na nie. Dopiero gdy z pola sprzątną cokolwiek zboża, bydło ma lepszą paszę. Gospodarze sieją też koniczynę czerwoną, ale i koniczyna się nie rodzi. Czasami jeszcze jako-tako, ale w tym roku ze wszystkim przepadła. Musimy kupować siano dla dobytku na zimę; a za co tu kupić, skąd pieniędzy wziąć, kiedy gospodarzowi nic zboża nie zostanie na sprzedaż, bo wszystko sam spotrzebuje? a skąd podatek zapłacić?

Ludzie są pracowici

Szczęściem u nas ludzie są pracowici; każdy chodzi za zarobkiem, gdzie tylko może, żeby się nie dać biedzie i nie siedzieć u Żyda w kieszeni. Jeszcze szczęście, że koło nas przechodzi kolej żelazna, – to jakoś prędzej zarobek się zdarza, czy to w lecie, czy w zimie, jest robota; ale to tylko dla chłopów,— a co kobiety, to nijakiego zarobku nie mają. Co prawda, jest u nas i dwór, który posiada kilka włók ornej ziemi; ale cóż z niego, kiedy tam zarobku nie ma, bo sama służba dworska obrobi. Tylko we żniwa można trochę zarobić, ale wtenczas każdy ma u siebie robotę. […] Otóż u nas jest taki zwyczaj, że jak jeden buduje się, to wszyscy idą za jego przykładem. Ciągnie się każdy, jak tylko może, a gdy mu nie starczy pieniędzy, to się zapożyczy, ale nie u żyda, tylko u katolika, bo to nie ma gorszej rzeczy, jak u żyda pożyczać i potem płacić jemu lichwiarski procent. Jeśli który gospodarz ma trochę długu, to prowadzi życie oszczędnie, haruje w robocie, chodzi po zarobkach, gdzie tylko może, aby oddać dług i zapłacić procent.

Jan Cybula, 1887 / red.

Udostępnij ten artykuł swoim znajomym:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *