Jesienna poezja Zygmunta Różyckiego

Zygmunt Różycki (Rola-Różycki) – urodził się 7 grudnia 1883 w Łęce w powiecie olkuskim. Był synem Jana Różyckiego h. Rola i Filomeny z Zielińskich. Jego ojciec w latach 1884-1912 mieszkał i pracował jako notariusz w Tomaszowie Mazowieckim. Willa Różyckich znajdowała się przy ul. Św. Antoniego 24, gdzie obecnie mieści się Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna.

W Tomaszowie spędził więc Różycki lata dzieciństwa i młodości. Tu podobno udzielał się jako znakomity parodysta i aktor-amator. Do okolic Tomaszowa i tamtejszej przyrody powracał w wielu wierszach.

Od 1900 roku Zygmunt Różycki mieszkał w Warszawie. Był urzędnikiem zarządu Kolei Nadwiślańskiej. Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku pracował jako referent Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Zmarł 3 kwietnia 1930 w Pabianicach

Był poetą. Tworzył lirykę modernistyczną, którą bardzo często publikował w prasie. Niektóre jego utwory adaptowano jako piosenki. Poniższe wiersze pochodzą z tomiku „Wybór poezyi” wydanym w Warszawie w 1911 roku.

WICHER JĘCZY ZA OKNAMI
Wicher jęczy za oknami
Niemą skargą i rozpaczą,
I zmartwiałe drzewa płaczą
Zżółkłych liści zamieciami…
Łkają, płaczą wciąż nad nami,
Nad tą dolą, nad tułaczą,
Że nam losy drogę znaczą
Jeno tylko krwią i łzami…
Że nam bóle serce paczą,
Że nas życie szczęściem mami,
Że jesteśmy tacy sami…
Zżółkłe liście cicho płaczą,
Wicher jęczy za oknami…

BŁĄDZĘ PO PARKU
Błądzę po parku martwej alei,
Idę przed siebie smutny ogromnie…
Czy też kto dzisiaj przyjdzie tu do mnie
i da mi jedną iskrę nadziei,
i rzuci jedno pociechy słowo
W mej smutnej duszy pustkę grobową?..
idę przed siebie, smutny, znękany,
Idę przed siebie dalej i dalej,
A astry płaczą, a wiatr się żali,
Jakby odczuwał te krwawe rany,
Które mi życie brutalną siłą
Na mej młodzieńczej piersi wyryło.
Błądzę bez celu po martwej ścieży,
Bo dokąd zwrócę swe biedne kroki,
Gdy wszędzie pustka i wszędzie mroki
I wszędzie chłód się mogilny szerzy,
I wszędzie serca martwe, jak głazy,
I wszędzie tylko zimne wyrazy?..

Dokąd się zwrócę?.. Nie mam nikogo,
Nikt mego przyjścia dzisiaj nie czeka,
Ani z poblizka, ani z daleka,
Nikt!.. Jeno drzewa skrzypią złowrogo
I biała mgła się przede mną słania,
I liście łkają rytmem konania…
Gdzież moje szczęście?.. Czyżby umarło ?
I nigdy, nigdy już nie wróciło
To, com ja z taką pokochał siłą?..
Czyżby się wieko trumny zawarło,
W której złożyłem nadzieję całą,
Czyżby mi życie wszystko zabrało?
I czyżby nigdy mi już nie dano
Ujrzeć tej drogiej i tej jedynej
I wszystkie przed nią wypłakać winy,
I, tak jak dawniej, nazwać kochaną,
I, tak jak dawniej, pogładzić ręką,
Jej płowych włosów tkaninę miękką ?
I, tak jak dawniej, w swych ramion sploty
Ująć jej kibić przegibną, wiotką,
Do ucha szeptać cicho i słodko
Słowa miłości, słowa pieszczoty
i, tak jak dawniej, z jej ócz promienia
Czerpać nadzieję, szczęście, złudzenia?..
idę przed siebie bez łez, bez ducha,
Idę w tę szarość jesiennych mroków…
Próżno!.. Niczyich nie słychać kroków,
Wokoło pustka cmentarna, głucha
I tylko mgła się przede mną słania,
I liście łkają rytmem konania…

Zygmunt Różycki, 1911

Zygmunt Różycki, 1911

Udostępnij ten artykuł swoim znajomym:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *