Hymn wiosenny Zygmunta Różyckiego

Wiosna! Wiosna! Wiosna!..
Tchy niepojęte rodzą się w powietrzu,
Tchy, zobłędnione szaleństwem miłości!
Słońce i miłość! Lecą skry złociste,
Płyną świetlane rozlewiska słońca,
Dreszczów, upojeń zawrotne symfonje
Plączą się w dziwne akordy tęsknoty,
W mgławe litanje jasnych oczekiwań.
Wiosna i słońce! Miłość i tęsknota!
Wszystko drga, śpiewa, kłębi się nadmiarem,
Wszystko rozdzwania hejnałem młodości,
Wszystko się pręży w płomieniach pieszczoty
I rwie się w przestrzeń, przed siebie w błękity
Po nowe życie, nowe odrodzenia — —
Wiosna i słońce, barwne wiry kwiatów,
Drzew rozszumionych śpiewne kolebania,
Ptaszęcych hufów tajemnicze zmowy,
Ziół obłąkania, traw zdradne poszepty,
Przeczucia bladych, zniebieszczonych brzasków,
Pełnych anielskich, cichych rozradowań.
Wiosna i słońce! Miłość i pragnienie
Czegoś lepszego, czegoś, co przyjść musi
Dziś albo jutro, nagle, niespodzianie
W srebrzystej glorji dziwnych błogosławieństw,
W złotej otęczy sennych jasnowidzeń, —
Czegoś, co skruszy czarne pęta smutku,
Potarga krwawe powrozy niemocy,
Zdruzgoce pychę bezmyślnych pigmejów —
I w słońce dźwignie, w błękity uniesie
Każdy ból ziemi, każdy jęk rozpaczny,
By tam go przelśnić, roziskrzyć blaskami,
By tam go zciszyć spokojem przestrzeni,
Ukoić bielą płynących obłoków,
Zcałować złotem budzących się świtów !
Wiosna i słońce, i radość bezmierna,
Że coś powróci, co dawno przepadło,
Że cud się ziści w półsnach wymarzony,
Że przyjdzie szczęście, to szczęście jedyne,
Które nie zniknie, a trwać będzie wieki,
Szczęście, o którem śpiewają piastunki
Nad kołyskami zapłakanym dzieciom
W jesienne, krwawo gasnące, wieczory,
W takt szumu liści, więdnących w pustkowiach,
W takt łkania astrów i krwawych gieorgiń,
W takt łkania klombów spóźnionej rezedy, —
Szczęście, o jakiem śnią motyle hufy,
I źdźbła ziół polnych w południowe spieki,
I trzęsawiska w obłędnicach borów,
I dumne czoła walących się dębów,
I te łożyska wyschniętych ruczajów,
I zakochani w godzinach rozłąki,
I konający w godzinach przedzgonnych,
I opuszczeni w godzinach zadumy,
I zwyciężeni w godzinach niewoli!
Wiosna i słońce, radość i pragnienie,
Wszystko się kłębi i rwie się, i tęskni,
I na coś czeka!
Ja jeden tylko na okręgach ziemi
Na nic nie czekam, za niczem nie tęsknię,
Ja jeden tylko, patrząc martwem okiem
W kopułę nieba, usianą gwiazdami,
Stoję milczący, jak sarkofag zimny,
Jak złom bazaltu stężałego w ciszę
I nic nie pragnę!
Niech się wiosna złoci!..

Zygmunt Różycki, 1911

Wiersz mieszkającego przez długi czas w Tomaszowie poety ukazał się w wydanym w 1911 roku w Warszawie tomiku „Wybór poezyi”.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*