Daniel Szteffer – postrach ziemi sulejowskiej

Wiosną 1914 roku, tuż przed wybuchem wojny światowej zwanej dziś pierwszą, o nikim więcej nie mówiono w okolicach Sulejowa jak o niejakim Danielu Sztefferze, który przez swoje napady i rozboje stał się postrachem całego nadpilicza.

I

Daniel Szteffer był synem niemieckiego kolonisty Bogumiła vel. Gotlieb Szteffera. Jego ojciec posiadał 28-morgową gospodarkę we wsi Stobnica, położonej w połowie drogi między Sulejowem a Ręcznem. Daniel już w młodzieńczych latach sprawiał kłopoty. Początkowo okradał własnego ojca i sąsiadów. Po śmierci matki Daniel przetrwonił i zniszczył cały majątek wiekowego już ojca, który przez to musiał przenieść się do Przygłowa by pracować u obcych. Brat Daniela – Michał, umarł w ataku epileptycznym. Miał też dwie siostry, z których jedna była właścicielką domu w Piotrkowie, zaś druga mieszkała w Lubieniu.

Daniel Szteffer w bardzo młodym wieku poznał złodziei koni i przystał do nich. Szybko schwytano go jednak, osądzono i skazano na trzy lata rot aresztanckich, które oznaczały wówczas ciężkie więzienie. Wszystko mogłoby potoczyć się inaczej, gdyby w 1913 roku nie wyszedł carski ukaz w sprawie zwolnienia od kar lub ich złagodzenia. Ukaz objął również Szteffera, którego uwolniono z więzienia przed upływem trzech lat. Daniel wrócił w swoje rodzinne strony, krótko pracował w kamieniołomach sulejowskich, ale szybko stał się jeszcze bardziej niebezpieczny niż wcześniej. Nastały nowe czasy w życiu Daniela Sztefera jak i całej okolicy Sulejowa.

Pierwszym stwierdzonym czynem bandytyzmu 20-letniego wówczas Daniela był napad w Budziszewicach w powiecie rawskim na strażnika ziemskiego o nazwisku Kin. Szteffer zabił go zabierając mu brauning, karabin oraz naboje. Będąc już dobrze uzbrojonym, zaczął mścić się na tych, którzy zeznawali przeciwko niemu w sądzie, napadał przypadkowych ludzi na drogach, nachodził mieszkania zamożniejszych włościan.

Jego czyny najbardziej dawały się we znaki mieszkańcom okolic Sulejowa i innych miejscowości leżących nad Pilicą, gdzie Szteffer miał licznych przyjaciół i dawnych wspólników koniokradów – ci ostrzegali go, dostarczali mu żywność i naboje.

Strażnicy nie mogli go schwytać, do czego niemało przyczyniali się sami mieszkańcy tej okolicy, bojąc się zbója i obawiając się zemsty za ewentualną współpracę z władzą. Włościanie pytani o zamordowanie sołtysa kilkadziesiąt kroków od ich domów oświadczali, iż o niczym nie wiedzą. Żydzi, którzy ze strachu dostarczali Danielowi naboje, w najsurowszym śledztwie nie dali z siebie nic wydobyć. Gęste bory pod Przygłowem czy zagaje witowskie, jak i kryjówki w pieczarach i kamieniołomach sulejowskich również sprzyjały bezkarnemu działaniu.

Strwożona ludność nieraz w każdym nieznajomym przeczuwała Szteffera, nawet w okolicach bardzo odległych od Sulejowa. Stąd częste, mylne pogłoski o jego obecności wprowadzały w błąd organa bezpieczeństwa. Jednak to co ułatwiało mu działanie, stanowiło też pewne ograniczenie. Jego zbrodnie były możliwe tylko na terenie, gdzie był pewny pomocy, czyli w niezbyt rozległym promieniu.

Szereg aktów zemsty rozpoczął napad na szosie w lesie pod Przygłowem, na zeznającego wcześniej przeciwko niemu w sądzie woźnicę Joelu Nowaku. Szteffer już po zabiciu Nowaka, przy jego zwłokach i na oczach brata zabitego wraz ze swym wspólnikiem miał zgwałcić 18-letnią Zysię Nowakównę. Gdy dziewczyna błagała później, by darował jej życie, zbój z zimną krwią zabił ją, a jej bratu darując życie, polecił odwieźć trupy do Sulejowa.

W pierwszy dzień świąt wielkanocnych 23 marca 1914 roku, Daniel Szteffer i jego towarzysz wtargnęli w Stobnicy do domu włościanina Andrzeja Żaka. Pod groźbą rewolwerów zażądali, ażeby Żak zaprzągł konie i odwiózł ich na wskazane miejsce. Za wsią, na skrzyżowaniu dróg, Żakowi zawiązano oczy i końmi zaczął kierować Szteffer. W ten sposób dojechano do majątku Pytowice pod Kamieńskiem, gdzie bandyci przywiązali Żaka do drzewa, a konie zaprzężone do bryczki pozostawili na drodze, sami zaś wbiegli do pobliskiego lasu.

Na początku kwietnia Steffer napadł na karczmę Walickiego w Ręcznie. W tym czasie u Walickiego był jego szwagier – maszynista Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej Bolesław Stępiński. Miał on przy sobie dubeltówkę, którą bandyci mu zrabowali.

Wieczorem 15 kwietnia Szteffer zjawił się w Sulejowie w towarzystwie innego bandyty. Weszli do restauracji Adamka, gdzie zażyczyli sobie wódki i zakąski. Ukazanie się bandytów wywołało popłoch wśród obecnych w restauracji, bandyci jednak zachowywali spokój, obficie jedli i pili, a następnie uregulowali rachunki, dając służącemu duży napiwek. Gdy bandyci opuszczali lokal, zajechała przed restaurację furmanka Szafnickiego – właściciela restauracji w Paradyżu. Na furmance siedział syn Szafnickiego w stroju żołnierskim oraz dwóch służących, którzy jechali do Piotrkowa na zakupy. Na widok uniformu żołnierskiego jeden z bandytów myśląc, że jest to strażnik ziemski, skierował do niego lufę rewolweru, ale drugi powstrzymał go objaśniając, że to żołnierz. Bandyci sądząc jednak, że jadący wiozą pieniądze, zrewidowali ich szczegółowo, ale nic nie znaleźli – Szafnicki, słysząc o napadach bandyckich, wysłał wcześniej do Piotrkowa z pieniędzmi córkę. Po przybyciu do Piotrkowa młody Szafnicki zawiadomił o spotkaniu z bandytami władze policyjne.

Mapa z 1915 r. Rejon działania Daniela Szteffera

Coraz bardziej zaczęto sobie zdawać sprawę z powagi sytuacji. Pociągiem osobowym wyjechał z Piotrkowa w stronę Radomska oddział strażników, we wszystkich pociągach osobowych Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej i na kolejce sulejowskiej odbywały się rewizje osób podejrzanych. Zarządzony natychmiast pościg i szczegółowa obława w lasach w pobliżu Sulejowa, nie przyniosły jednak żadnych rezultatów.

Tymczasem Szteffer poczynał sobie nadal bardzo śmiało. W nocy z 15 na 16 kwietnia dokonał napadu na dwór Wielowiejskiego we wsi Wielka Wola pod Sulejowem. Nad Pilicą zapanował prawdziwy popłoch. Woźnice jeżdżący z Piotrkowa do Sulejowa i z powrotem, obawiając się o swoje życie, odmawiali wyruszania w trasę, wskutek czego ruch na szosie znacznie się zmniejszył.

W piątek 17 kwietnia Daniela Szteffera i jego towarzysza widział w lesie jakiś Żyd z Ręczna i dwie dziewczynki zbierające chrust. Wszyscy cofnęli się z przestrachem. Ludność wiejska w okolicach była tak przerażona, że o zmroku zamykano okiennice i nie wychodzono z domu.

Dzień później bandyci pod przywództwem Szteffera dokonali kolejnej zbrodni, tym razem w Klementynowie. Obawiając się, że Szteffer zawita do Klementynowa, sołtys August Märkin zaopatrzył się w dubeltówkę, a włościan poprosił by czuwali całą noc. Rzeczywiście, o północy z piątku na sobotę zjawili się we wsi dwaj bandyci, z których jeden przedstawiał się jako Daniel Szteffer.  Chodząc kolejno do zamożniejszych gospodarzy, wołali od nich pieniędzy. Gospodarze obawiając się o życie otwierali drzwi i oddawali pieniądze. Märkin słysząc zamieszanie we wsi, uzbrojony w dubeltówkę, wyszedł przed zagrodę. Gdy zobaczył bandytów poznał w jednym z nich Szteffera i oddał do niego strzał, ale chybił. W odpowiedzi posypały się strzały i Märkin, ugodzony dwiema kulami w głowę i jedną w pierś, padł trupem na miejscu. Dokonawszy morderstwa, bandyci udali się do jego zagrody, karząc zaprzęgnąć konie do bryczki. Wsiedli na bryczkę i udali się w stronę lasu wsi Ręczno. Po zabójstwie sołtysa, jego żona prosiła sąsiadów, aby dali znać o zdarzeniu do urzędu gminnego w Łęcznie. Wystraszeni włościanie bali się pojechać tam w nocy i dopiero rano dano znać o tym straży ziemskiej, co umożliwiło bandytom spokojną ucieczkę.

Zabicie sołtysa wsi Klementynów wywarło jednak w Piotrkowie wstrząsające wrażenie. Stanowiło punkt przełomowy w działaniach władz, dla których zatrzymanie bądź zabicie groźnego bandyty przyjęto za punkt honoru.

II

Po otrzymaniu wiadomości o zamordowaniu sołtysa wsi Klementynów z Piotrkowa na miejsce zbrodni udał się gubernator piotrkowski Michaił Jaczewski na czele dwóch kompanii piechoty oraz oddziału huzarów, przybyłych z Częstochowy. Rozpoczęła się trwająca cały dzień obława, która po raz kolejny nie dała żadnych rezultatów. O godzinie siódmej wieczorem gubernator powrócił do Piotrkowa, wyznaczając nagrodę 500 rubli za ujęcie Daniela Szteffera. Szybko suma ta wzrosła do 2000 rubli, ponieważ jeden z kupców sulejowskich, któremu Szteffer zagroził śmiercią, przeznaczył na nagrodę za ujecie bandyty 1000, a pewien mieszkaniec Rozprzy 500 rubli. Drugą obławę dokonano w nocy z soboty na niedzielę, tym razem w lesie ręczyńskim. Na ślad samych bandytów jednak nie natrafiono, choć znaleziono konie pochodzące z kradzieży.

W celu ujęcia Daniela Szteffera zarządzono nadzwyczajne środki. W nocy z poniedziałku na wtorek rozpoczęto operację na bardzo szeroką skalę. Okolice Ręczna i Sulejowa zaczęły sprawiać wrażenie obozu wojskowego. Część powiatów rawskiego, brzezińskiego i piotrkowskiego została otoczona przez wojsko. Z Częstochowy oprócz oddziału huzarów przybyli kozacy. Wszystkimi szlakami, dniami i nocami przemierzały patrole konne i piesze. Rozpoczęły się również aresztowania osób podejrzanych o wspieranie bandytów.

We wtorek 21 kwietnia 2014 roku oddziały konnicy i policji przeszukały szczegółowo wszystkie lasy i wsie od osady Ujazd do Przedborza i Radomska. Nigdzie jednak na ślad bandytów nie natrafiono. Dla wzmocnienia oddziałów wojskowych biorących udział w obławie, wieczorem 22 kwietnia wysłano z Piotrkowa do Sulejowa piechotę.

Śledztwo i pościg w dużej mierze utrudniał brak fotografii bandyty. Dziobaty – tylko tyle o nim było wiadomo, jak mówiono – cecha dość często spotykana, zwłaszcza po wsiach. Łatwo więc było Danielowi w przebraniach kręcić się między ludźmi i ukrywać.

Wokół Daniela Szteffera zaczęły też narastać legendy.  Roiło się od informacji o jego pojawianiach się w różnych okolicach, często jednocześnie w różnych miejscach. Stawał się powoli postacią mityczną. W oczach włościan w niektórych wsiach postać Daniela wyrastała nawet na… bohatera. Pewna włościanka dostarczająca mleko do Piotrkowa twierdziła, że Daniel pomaga biednym. Podała przykład: – W jednej wsi był stary, bogaty ojciec, co nie chciał dzieciom dawać pieniędzy. Staremu było dobrze, a dzieci były w biedzie. Jak się o tem Daniel dowiedział, zamordował starego, zabrał mu 800 rubli i rozdał dzieciom. Kto by tak sprawiedliwie zrobił? – mówiła.

Wśród mieszkańców Sulejowa i przyległych okolic wzrastała panika i przygnębienie. Ludzie obawiali się wychodzić z domów, handel podupadł. Wskutek napadów Szeffera, nikt nie zgłaszał się o wynajęcie letnisk w Sulejowie i Przygłowie, a ci co już tam byli, skracali swój pobyt.

W niedzielę, dzień po zabójstwie Märkina, ojciec Daniela wracał z Sulejowa do Przygłowa. W drodze ktoś zawiadomił strażnika i podróżnych, że „Sztoffer” jedzie. Wywołało to taki postrach, że wszyscy bali się wychodzić na drogę. Dopiero straż ziemska uspokoiła sytuację.

Tymczasem ściągano coraz poważniejsze posiłki.  Do prowadzonej operacji dołączyli agenci wydziałów śledczych z Petersburga, Warszawy, Radomia i Zawiercia.

W nocy z 22 na 23 kwietnia zarządzono kolejną obławę, tym razem w gęstym lesie majątku Jaksonek nad prawym brzegiem Pilicy w powiecie opoczyńskim. W obławie tej uczestniczył gubernator radomski Dymitr Zasiadko.

Nadal krążyły najrozmaitsze wersje o pobycie Szteffera. Niektórzy kategorycznie utrzymywali, że Szteffer przeszedł granicę lub wraz ze swoim towarzyszem znajduje się już w Łodzi. Rewizje i aresztowania trwały w dalszym ciągu. W Sulejowie i sąsiednich wsiach aresztowano kilkanaście osób podejrzanych o utrzymywanie i pomaganie bandytom. Aresztowano m.in. niejakiego Dratwickiego – zarządzającego folwarkiem Winduga, a także dwóch włościan ze wsi Bilska Wola. Włościanie z rodzinnych stron  Szteffera mieli przypisywać jego ucieczkę sile nadprzyrodzonej twierdząc, że „Szteffer ma djabła” i że „takiemu lepiej się nie narażać”.

Nie zapomniał też o Sztefferze światek dziennikarstwa. Na teren wielkiej obławy przybywali korespondenci polscy, rosyjscy i zagraniczni, fotografowie a nawet artyści malarze, uwieczniając malowniczy krajobraz Sulejowa i okolic.

Tymczasem 23 kwietnia w dzień św. Wojciecha we wsi Wiesnowice w powiecie rawskim doszło do kolejnego napadu z udziałem Szteffera. Dwaj bandyci weszli do domu włościanina Andrzeja Koszki oddając do niego szereg strzałów i ciężko go raniąc. Ranny Koszka potrafił jeszcze wybiec z chaty wołając o pomoc. Ludzie zaczęli wychodzić z chałup a wtedy bandyci zabierając gospodarzowi dubeltówkę uciekli. Ogólny opis broni jak i rysopis sprawców przedstawiony przez Koszkę odpowiadał Danielowi i jego domniemanemu wspólnikowi. Napad na Koszkę potwierdzał, że Szteffer znów grasował w powiecie rawskim, który znał doskonale, wybierając wioski na uboczu od głównych traktów.

Wyobraźnia ludzi i chęć zaistnienia sprawiały sporo problemów biorącym udział w obławie. 22 kwietnia widziano Szteffera podobno na stacji towarowej Kolei Warszawsko–Wiedeńskiej w Piotrkowie. Inni znowu widzieli go w tym samym czasie w Pabianicach, a jeszcze inni widzieli go na stacji w Sulejowie.

Zdarzały się i komiczne sytuacje. Dnia 27 kwietnia o dziesiątej wieczorem w teatrzyku kinematograficznym przy ul. Miodowej w Łodzi jeden z widzów zaczął wołać, iż na widowisku obecny jest Daniel Szteffer. Przybyła policja wykluczyła jednak taką wersję, a nieszczęsny detektyw-amator wyznał, że… opanowała go pokusa zdobycia nagrody za wykrycie bandyty.

W ostatnich dniach kwietnia rozeszły się pogłoski, że Daniel Szteffer kryje się w Piotrkowie. Kilka osób mówiło ponoć, iż Daniel, przebrany za kobietę, przechodził przez Aleję Aleksandrowską, kierując się w stronę placu wyścigowego (teren obecnego lotniska). Śledzili go uczniowie, którzy zawiadomili o tym policję, ale gdy ta przybyła na miejsce, tajemniczy przebieraniec zdołał już zniknąć na polach za placem wyścigowym. Raz widziano Daniela w czapce leśniczego rządowego, to znów przebranego za Żyda. Z kolei 29 kwietnia po południu dano znać policji łódzkiej, że Szteffer znajduje się w karczmie na przystanku „Kurak” kolejki dojazdowej Łódź–Pabianice. Udały się tam natychmiast silne oddziały policji, otoczyły całą miejscowość, dokonały wszędzie dokładnych poszukiwań, lecz bandyty nigdzie nie znaleziono.

W tym samym dniu w Bełchatowie w restauracji Tomczyńskiego aresztowano pijanego, który na żądanie żeby zapłacił rachunek, odpowiedział, że nazywa się „Daniel Szteffer”. „Szteffera” który, jak się później okazało, nazywa się Wilhelm Himmel, przywieziono do piotrkowskiego aresztu.

Również 29 kwietnia przez Szczekanicę jechał do Piotrkowa pracownik browaru Braulińskiego. Tam wóz zatrzymał kulejący człowiek żądając, aby go podwieźć do Piotrkowa. Woźnica zgodził się. W granicach miasta nieznajomy zszedł z wozu, podziękował woźnicy i gdy był już w oddali, miał zawołać: Dobrze, żeś mnie zabrał, bo byłoby źle z tobą. Wiesz, kogoś wiózł? Jestem Daniel! – wykrzyknął. Ślad po nieznajomym po przybyciu policji oczywiście zaginął.

Z kolei w czwartek 30 kwietnia krążyła pogłoska po Piotrkowie, że Daniel spędził noc na cmentarzu u grabarza. Policja dowiedziała się o tym dopiero wtedy, gdy był on już daleko od miejsca noclegu. Było jeszcze wiele innych pogłosek, które musiała sprawdzać policja i niemal zawsze okazywały się one zmyślone.

Tego samego dnia dokonano zuchwałego napadu między Radomskiem a Przedborzem na żydowskich kupców. Zrabowano im 600 rubli. Po raz kolejny wiadomość o napadzie wskazała policji, gdzie szukać Szteffera. Tylko tym razem miał być to dobry trop.

Rabusie po napadzie na Żydów uciekli w lasy w pobliżu Stobnicy, gdzie podobno między wioskami Przewóz i Trzy Morgi, Szteffer przeprawił się przez Pilicę do guberni radomskiej. Następnego dnia coś skłoniło go jednak do przeprawienia się w samo południe z powrotem do guberni piotrkowskiej. Widziała go na rzece dziewczynka, od której wiadomość doszła do policji. Szteffer posiadał informacje o niebezpieczeństwie obławy i wieczorem, już po rewizjach w okolicznych wsiach, planował przemknąć się znów przez rzekę do guberni radomskiej, gdzie lasy były ponoć gęstsze. Strażnicy przebrani w stroje włościańskie urządzili jednak zasadzkę na brzegu.

Wieczorem 1 maja 1914 roku Szteffer postanowił zaryzykować. W rejonie wsi Zygmuntów ze swym towarzyszem zbliżył się do rzeki, aby przepłynąć ją łodzią. Strażnicy zauważywszy podejrzane postacie z dubeltówkami na ramieniu, usiłowali zastąpić im drogę. Szteffer wraz z towarzyszem zdążył jednak dopaść łodzi i odbić od brzegu. W ślad za uciekającymi strażnicy oddali szereg strzałów z karabinów. Rozbójnicy, chcąc prawdopodobnie stanowić jak najmniejszy cel dla strzałów, wyskoczyli z łodzi do wody, pozostawiając dwie fuzje, dwa rewolwery i spory zapas nabojów. Strażnicy strzelali prawie na ślepo, mimo to jedna kula trafiła idącego po płyciźnie za swym towarzyszem Szteffera. Strzał obezwładnił go zupełnie. Kompan jego sądząc zapewne, że omdlenie jest chwilowe, podciągnął go za sobą aż do brzegu. Tu jednak przekonał się, iż by ratować siebie, musi porzucić Daniela. Gdy strażnicy zbliżyli się do leżącego Szteffera, okazało się, że zbój, który w ostatnich dniach postawił na nogi tysiące osób z dwóch guberni, jest już martwy. Na jego ciele znaleziono rany w pachwinę, głowę, brzuch i nogę. Przy bandycie znaleziono 43 ruble i zapasy żywności: chleb i kiełbasę.

Tymczasem wspólnik Szteffera zdołał uciec pogoni i bocznymi drogami przedostał się do Radomska, gdzie rankiem 2 maja płacąc dużą sumą kupił sobie ubranie. Wiadomość o tym zakupie dotarła od kupców do straży ziemskiej, która wytropiła i aresztowała nieznajomego, niskiego, krępego blondyna, który miał paszport na nazwisko Hartwig. Zatrzymanego osadzono w radomszczańskim areszcie, gdzie około ósmej po południu powiesił się na kracie okiennej. Jak się później okazało, samobójcą był 22-letni Stanisław Nowak, który niedawno został skazany na ciężkie roboty, ale uciekł z więzienia. Nowaka po samobójstwie poznali jego rodzice i siostry oraz restaurator z Ręczna, który był świadkiem zamordowania strażnika Kina. Aresztowano również przypuszczalnie trzeciego wspólnika Szteffera – niejakiego Głowę, którego odstawiono do więzienia w Piotrkowie.

W niedzielę 3 maja 1914 roku o godzinie siódmej wieczorem przywieziono na wozie zwłoki Daniela Szteffera ze Stobnicy do Sulejowa. W poniedziałek zaczął się już normalny ruch na szosie z Sulejowa do Piotrkowa. Nastały bardziej spokojne dni.

Przemysław J. Łaski

Udostępnij ten artykuł swoim znajomym:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *