Daniel Szteffer – postrach Sulejowa i okolic (cz. II)

Po otrzymaniu wiadomości o zamordowaniu sołtysa wsi Klementynów, z Piotrkowa na miejsce zbrodni udał się gubernator piotrkowski Michaił Jaczewski na czele dwóch kompanii piechoty oraz oddziału huzarów, przybyłych z Częstochowy. Rozpoczęła się trwająca cały dzień obława, która jednak nie dała żadnych rezultatów. O godzinie siódmej wieczorem gubernator powrócił do Piotrkowa, wyznaczając 500 rb. za ujęcie Daniela Szteffera. Szybko suma ta wzrosła do 2000 rb., ponieważ jeden z kupców sulejowskich, któremu Szteffer zagroził śmiercią, przeznaczył na nagrodę za ujecie bandyty 1000 rb., a pewien mieszkaniec Rozprzy 500 rb. Drugiej obławy dokonano w nocy z soboty na niedzielę, tym razem w lesie ręczyńskim. Na ślad bandytów jednak nie natrafiono, choć znaleziono konie pochodzące z kradzieży.

W celu ujęcia Szteffera zarządzano coraz bardziej nadzwyczajne środki. W nocy z poniedziałku na wtorek rozpoczęto operację na bardzo szeroką skalę. Okolice Ręczna i Sulejowa zaczęły sprawiać wrażenie obozu wojskowego. Część powiatów rawskiego, brzezińskiego i piotrkowskiego została otoczona przez wojsko. Z Częstochowy oprócz oddziału huzarów przybyli kozacy. Wszystkimi szlakami, dniami i nocami przemierzały patrole konne i piesze. Rozpoczęły się też aresztowania osób podejrzanych o wspieranie bandytów. We wtorek 21 kwietnia oddziały konnicy i policji przeszukały szczegółowo wszystkie lasy i wsie od osady Ujazd do Przedborza i Radomska, nigdzie jednak na ślad bandytów nie natrafiono. Dla wzmocnienia oddziałów wojskowych biorących udział w obławie, 22 kwietnia wieczorem, wysłano z Piotrkowa do Sulejowa piechotę. Śledztwo i pościg w dużej mierze utrudniał brak fotografii bandyty. Dziobaty – tylko tyle o nim było wiadomo, jak mówiono, cecha dość często spotykana, zwłaszcza po wsiach. Łatwo więc było Danielowi w przebraniach kręcić się między ludźmi i ukrywać.

Wokół Daniela Szteffera zaczęły narastać legendy, roiło się od informacji o jego pojawieniach się w różnych okolicach, często jednocześnie w różnych miejscach. Stawał się powoli postacią mityczną. W oczach włościan w niektórych wsiach postać Daniela wyrastała nawet na bohatera. Pewna włościanka dostarczająca mleko do Piotrkowa twierdziła, że Daniel pomaga biednym. Podała przykład: „W jednej wsi był stary, bogaty ojciec, co nie chciał dzieciom dawać pieniędzy. Staremu było dobrze, a dzieci były w biedzie. Jak się o tem Daniel dowiedział, zamordował starego, zabrał mu 800 rubli i rozdał dzieciom. Ktoby tak sprawiedliwie zrobił?”

Wśród mieszkańców Sulejowa i przyległych okolic wzrastała panika i przygnębienie. Ludzie obawiali się wychodzić z domów, handel podupadł. Wskutek napadów Szeffera, nikt nie zgłaszał się o wynajęcie letnisk w Sulejowie i Przygłowie, a ci co już tam byli, skracali swój pobyt. W niedzielę, dzień po zabójstwie Märkina ojciec Daniela wracał z Sulejowa do Przygłowa. W drodze ktoś zawiadomił strażnika i podróżnych, że „Sztoffer” jedzie. Wywołało to taki postrach, że wszyscy bali się wychodzić na drogę. Dopiero straż ziemska uspokoiła sytuację.

Tymczasem do prowadzonej operacji dołączyli agenci wydziałów śledczych z Petersburga, Warszawy, Radomia i Zawiercia. W nocy z 22 na 23 kwietnia zarządzono obławę w gęstym lesie majątku Jaksonek nad prawym brzegiem Pilicy w powiecie opoczyńskim. W obławie tej uczestniczył gubernator radomski Dymitr Zasiadko. Nadal krążyły najrozmaitsze wersje o pobycie Szteffera. Niektórzy kategorycznie utrzymywali, że Szteffer przeszedł granicę, lub wraz ze swoim towarzyszem znajduje się już w Łodzi. Rewizje i aresztowania trwały w dalszym ciągu. W Sulejowie i sąsiednich wsiach aresztowano kilkanaście osób podejrzanych o utrzymywanie i pomaganie bandytom. Aresztowano m.in. niejakiego Dratwickiego, zarządzającego folwarkiem Winduga, a także dwóch włościan ze wsi Bilska Wola. Włościanie ze stron rodzinnych Szteffera mieli przypisywać jego ucieczkę sile nadprzyrodzonej, twierdząc, że „Szteffer ma djabła” i „że takiemu lepiej się nie narażać”.

Na teren wielkiej obławy przybywali korespondenci polscy, rosyjscy i zagraniczni, fotografowie, a nawet artyści malarze, uwieczniając malowniczy krajobraz Sulejowa i okolic.

Tymczasem 23 kwietnia w dzień św. Wojciecha we wsi Wiesnowice w powiecie rawskim doszło do kolejnego napadu z udziałem Szteffera. Dwaj bandyci weszli do domu włościanina Andrzeja Koszki oddając do niego szereg strzałów i ciężko go raniąc. Ranny Koszka potrafił jeszcze wybiec z chaty wołając o pomoc. Ludzie zaczęli wychodzić z chałup, a wtedy bandyci zabierając gospodarzowi dubeltówkę uciekli. Ogólny opis broni jak i rysopis sprawców przedstawiony przez Koszkę odpowiadał Danielowi i jego domniemanemu wspólnikowi, również koniokradowi Hartwigowi. Napad na Koszkę potwierdzał, że Szteffer znów grasował w powiecie rawskim, który znał doskonale, wybierając wioski na uboczu od traktów.

Wyobraźnia ludzi i chęć zaistnienia sprawiały sporo problemów biorącym udział w obławie. 22 kwietnia widziano podobno Szteffera na stacji towarowej kolei warszawsko – wiedeńskiej w Piotrkowie. Inni znowu widzieli go w tym samym czasie w Pabianicach, a jeszcze inni widzieli go na stacji w Sulejowie. Zdarzały się komiczne sytuacje. 27 kwietnia o dziesiątej wieczorem, w teatrzyku kinematograficznym przy ul. Miodowej w Łodzi jeden z widzów zaczął wołać, iż na widowisku obecny jest Daniel Szteffer. Przybyła policja wykluczyła jednak taką wersję, a nieszczęsny detektyw-amator wyznał, że opanowała go pokusa zdobycia nagrody za wykrycie bandyty. W ostatnich dniach kwietnia rozeszły się pogłoski, że Daniel Szteffer kryje się w Piotrkowie. Kilka osób mówiło ponoć, iż Daniel, przebrany za kobietę, przechodził przez Aleję Aleksandrowską, kierując się w stronę placu wyścigowego (teren obecnego lotniska). Śledzili go uczniowie, którzy zawiadomili o tym policję, ale gdy ta przybyła na miejsce, tajemniczy przebieraniec zdołał już zniknąć na polach za placem wyścigowym. Raz widziano Daniela w czapce leśniczego rządowego, to znów przebranego za żyda. Z kolei 29 kwietnia po południu dano znać policji łódzkiej, że w karczmie na przystanku „Kurak” kolejki dojazdowej Łódź – Pabianice, znajduje się Szteffer. Udały się tam natychmiast silne oddziały policji, otoczyły całą miejscowość, dokonały wszędzie dokładnych poszukiwań, lecz bandyty nigdzie nie znaleziono. W tym samym dniu w Bełchatowie w restauracji Tomczyńskiego, aresztowano pijanego, który na żądanie, żeby zapłacił rachunek, odpowiedział, że się nazywa Daniel Steffer. „Szteffera” który, jak się później okazało, nazywa się Wilhelm Himmel, przywieziono do piotrkowskiego aresztu. 29 kwietnia przez Szczekanicę jechał do Piotrkowa pracownik browaru Braulińskiego. Tam wóz zatrzymał kulejący człowiek żądając, aby go podwieźć do Piotrkowa. Woźnica zgodził się. W granicach miasta nieznajomy zszedł z wozu, podziękował woźnicy i gdy był już w oddali, miał zawołać: „Dobrze, żeś mnie zabrał, bo byłoby źle z tobą. Wiesz, kogoś wiózł? Jestem Daniel…”. Ślad po nieznajomym po przybyciu policji oczywiście zaginął. Z kolei 30 kwietnia krążyła pogłoska po Piotrkowie, że Daniel spędził noc na cmentarzu u grabarza. Policja dowiedziała się o spędzeniu nocy przez Szteffera na cmentarzu dopiero wtedy, gdy był on już daleko od miejsca noclegu. Było jeszcze wiele innych pogłosek które musiała sprawdzać policja i niemal zawsze okazywały się one zmyślone.

W czwartek 30 kwietnia dokonano zuchwałego napadu między Radomskiem a Przedborzem na żydowskich kupców. Zrabowano im 600 rb. Po raz kolejny wiadomości o napadzie wskazały policji, gdzie szukać Szteffera. Tylko tym razem miał być to dobry trop. Rabusie uciekli w nadpiliczne lasy w pobliżu Stobnicy, gdzie podobno między wioskami Przewóz a Trzymorgi Szteffer przeprawił się przez Pilicę do guberni radomskiej. Następnego dnia coś skłoniło go do przeprawienia się w samo południe z powrotem do guberni piotrkowskiej. Widziała go na rzece dziewczynka, od której wiadomość doszła do policji. Szteffer posiadał informacje o niebezpieczeństwie obławy i wieczorem, już po rewizjach w okolicznych wsiach, planował przemknąć się znów przez rzekę do guberni radomskiej, gdzie lasy były ponoć gęstsze. Strażnicy przebrani w stroje włościańskie urządzili jednak zasadzkę na brzegu.

Wieczorem 1 maja 1914 roku Szteffer postanowił zaryzykować. W rejonie wsi Zygmuntów ze swym towarzyszem zbliżył się do rzeki, aby przepłynąć ją łodzią. Strażnicy zauważywszy podejrzane postacie z dubeltówkami na ramieniu, usiłowali zastąpić im drogę. Szteffer wraz z towarzyszem zdążył jednak dopaść łodzi i odbić od brzegu. W ślad za uciekającymi strażnicy oddali szereg strzałów z karabinów. Rozbójnicy, chcąc prawdopodobnie stanowić jak najmniejszy cel dla strzałów, wyskoczyli z łodzi do wody, pozostawiając 2 fuzje, 2 rewolwery i spory zapas nabojów. Strażnicy strzelali prawie na ślepo. Mimo to jedna kula trafiła idącego po płyciźnie za swym towarzyszem Szteffera. Strzał obezwładnił go zupełnie. Kompan jego, sądząc zapewne, że omdlenie jest chwilowe, podciągnął go za sobą aż do brzegu. Tu jednak przekonał się, iż by ratować siebie, musi porzucić Daniela. Gdy strażnicy zbliżyli się do leżącego Szteffera, okazało się, że zbój, który w ostatnich dniach postawił na nogi tysiące osób z dwóch guberni, jest już martwy. Na ciele jego znaleziono rany w pachwinę, w głowę, brzuch i nogę. Przy bandycie znaleziono 43 rb. i zapasy żywności: chleb i kiełbasę.

Tymczasem wspólnik Szteffera zdołał uciec pogoni i bocznymi drogami przedostał się do Radomska, gdzie rankiem 2 maja płacąc dużą sumą kupił sobie ubranie. Wiadomość o tym zakupie dotarła od kupców do straży ziemskiej, która wytropiła i aresztowała nieznajomego, niskiego, krępego blondyna, który miał paszport na nazwisko Hartwig. Zatrzymanego osadzono w radomszczańskim areszcie, gdzie około ósmej po południu powiesił się na kracie okiennej. Jak się później okazało samobójcą był 22-letni Stanisław Nowak, który niedawno został skazany na ciężkie roboty, ale uciekł z więzienia. Nowaka po samobójstwie poznali jego rodzice i siostry oraz restaurator z Ręczna, który był świadkiem zamordowania strażnika Kina. Aresztowano również przypuszczalnie trzeciego wspólnika Szteffera, niejakiego Głowę, którego odstawiono do więzienia w Piotrkowie.

W niedzielę 3 maja 1914 roku, o godzinie siódmej wieczorem, przywieziono na wozie zwłoki Daniela Szteffera ze Stobnicy do Sulejowa. W poniedziałek zaczął się już normalny ruch na szosie z Sulejowa do Piotrkowa. Nastały spokojne dni.

Przemysław J. Łaski

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*