Grudniowy horror na „Wesołej” w Bogusławicach

Ulica Wesoła w Bogusławicach położona jest miedzy wolborskim cmentarzem a murem otaczającym stadninę koni. Ta ostatnia powstała w miejscu dawnego folwarku. Właśnie w czasach owego folwarku zdarzyła się tam tragedia, która do dziś mrozi krew w żyłach.

W folwarku należącym do Karola Bogowuta w 1895 roku, u karbowego nadzorującego pracę chłopów, służyła pewna dziewczyna. W drugiej połowie roku została wyprawiona, a pracę znalazła w niedalekim od Wolborza Tomaszowie Rawskim, bo tak nazywał się wówczas ten, znany nam dziś jako Mazowiecki.

Pewnej niedzieli, prawdopodobnie było to 1 grudnia, namówiwszy inną dziewczynę, pojechała do dziadka do Wolborza. Dziewczyny podwiózł tam znajomy pachciarz (dzierżawca). Zabawiły w Wolborzu do wieczora, a około godziny ósmej ruszyły piechotą do Tomaszowa.

Nie szły drogą bitą, tylko bocznym traktem przez Bogusławice. Tam dziewczyna niedawno służąca w folwarku, kazała towarzyszce zaczekać na podwórzu koło sterty słomy, sama zaś poszła do swego byłego gospodarza zapytać, czyby znowu nie wziął jej do pracy. Karbowy, szczęśliwy z wizyty miłego gościa, postanowił wykorzystać sytuację i zaczął dziewczynę częstować jedzeniem i poić. Przyszedł do nich także stróż podwórzowy, który wypił też parę kieliszków i tak zeszło im do godziny jedenastej. Alkohol widocznie sprawił, że dziewczyna zapomniała o swojej koleżance, czekającej na podwórzu.

W pewnym momencie stróż przypomniał sobie, że ma spuścić psy z łańcucha. Poszedł więc na podwórze, spuścił trzy wielkie brytany, sam zaś wrócił łyknąć jeszcze kieliszek. Tymczasem psy węsząc znalazły zapominaną przez biesiadników drugą dziewczynę, śpiącą pod stertą słomy. W jednej chwili rzuciły się na nią szarpiąc na niej ubranie. Stróż, który wyszedł z uczy u karbowego usłyszał krzyk pod stertą słomy, pośpieszył więc tam, znajdując dziewczynę wijącą się na ziemi pomiędzy trzema wielkimi psami. Odpędził je, a nagą i pokąsaną dziewczynę, odprowadził do leżących o pół kilometra od bogusławickiego dworu czworaków, zwanych „Wesoła”.

Tu, na „Wesołej”, zaczyna się największy dramat. Stróż zostawił nieszczęśliwą dziewczynę w kącie pod czworakami, a sam podążył do karbowego wypić pewnie jeszcze kilka kieliszków. Na nieszczęście w czworakach nie było ani jednego mężczyzny – wszyscy ponoć spali to w stajni, to przy bydle w oborach. Kobiety zaś zobaczywszy przez okno pijanego stróża i jakąś nagą osobę, bały się pewnie otworzyć. Gdy stróż się oddalił psy poszły za śladem rannej dziewczyny. Gdy ta je ujrzała, wdrapała się na węgieł domu – o czym później świadczyły ślady krwi na ścianie. Psy jednak dosięgły ją, ściągnęły na ziemię i ciągnęły każdy w swoją stronę. Poobierały wszystko ciało od krzyża aż do stóp, wyszarpały wnętrzności, wyżarły gardło, zdarły z głowy skórę, zerwały czaszkę, nawet mózg wyżarły – pisał później do „Gazety Świątecznej” niejaki M. Pestka, który podobno widział zwłoki. Obnażona do naga, czaszkę miała odartą ze skóry, okryta była strasznymi ranami – czytamy zaś w innej relacji. Kobiety w czworakach słyszały przez pół godziny jęki, potem trzykrotny straszny krzyk, a w końcu tylko użeranie się psów wydzierających sobie zdobycz. Nie reagowały!

Dramat trwał aż stróż powrócił od karbowego zwołując swe psy. Znalazł je przy zwłokach dziewczyny liczącej, jak później się domyślano, około dwudziestu lat.

Co ciekawe, dwa tygodnie później gazety donosiły o zagryzionym przez psy pasterskie dziecku, które znaleziono na polach pobliskiego Wolborza…

Do dziś ulica przy byłych czworakach w Bogusławicach nosi nazwę „Wesoła”.

PJL

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *