Banda Orłowskiego, postrach okolic Piotrkowa cz. I – Początki

Od września 1877 do marca 1878 roku w rejonie Piotrkowa dokonano szeregu napadów, rozbojów i kradzieży. W każdym z nich brał udział Jan Orłowski, który wokół siebie zgromadził grupę różnych opryszków i złoczyńców, stając się ich nieformalnym przywódcą.

Rozgłos który towarzyszył działaniom Orłowskiego i jego kompanów nie dotyczył jednak tylko regionu piotrkowskiego, ale całego kraju. Wieści o jego wyczynach czyniły z Orłowskiego postać nie tylko wzbudzającą strach, ale i zagadkową, interesującą, a nawet wzbudzającą podziw. Orłowski mimo dużej aktywności, przez wiele miesięcy pozostawał nieuchwytny, a jeśli już gdzieś został zatrzymany, bardzo szybko udawało mu się zbiec. To tylko wzmacniało jego legendę.

Dzięki przesadzonym wieściom przenoszonym ze wsi do wsi, a z nich trafiającym do miast, w wiejskiej karczmie czy miejskim salonie, oraz dziennikom skwapliwie takowe wieści podchwytujące, Orłowski w oczach ludu urósł na niemal poetycką postać, jak wówczas pisano, coś w stylu zagranicznych legendarnych bandytów, Fra Diavola lub Rinaldiego. Czy rzeczywiście zasługiwał na takie miano? Wiadomo, legendy rządzą się swoimi prawami.

Jan Orłowski, ze swego pierwszego powołania wyrobnik, pochodził z Wodzinka w gminie Żeromin (obecnie gmina Tuszyn). Początek jego kariery przestępczej, przed późniejszym osławionym okresem, stał pod znakiem drobnych kradzieży, wpadek i szybkich ucieczek. Początkowo zbiegł jako rekrut, a ukrywając się, kradł co się dało. Szybko też został schwytany i skazany na dwa i pół roku rot aresztanckich. Jak wiadomo do dziś, pobyt w więzieniu wpływa bardzo edukacyjnie na aresztantów, Orłowski nie miał już więc szans na uniknięcie przestępczej drogi życiowej.

Wkrótce po odsiedzeniu kary i powrocie do domu został obwiniony o kolejną kradzież. Po kolejnej szybkiej ucieczce z aresztu, został schwytany i skazany, za wspomnianą ucieczkę, kradzieże i włóczęgostwo, na cztery lata rot aresztanckich. Osadzony został w Twierdzy w Dęblinie (Iwanogrodzie), ale oczywiście, wraz z jednym kompanem, szybko stamtąd uciekł, co musiało być nie lada wyczynem. Zagrożony schwytaniem, na krótko pojawił się w rodzinnej wiosce, gdzie mieszkała jego żona, po czym zapuścił się w dalsze okolice, podobno w powiat częstochowski.

W kwietniu 1876 roku musiał pojawić się w rejonie Piotrkowa. Tu bowiem wpadł w zasadzkę zastawioną w Gomulinie przez straż ziemską. Przewieziony do piotrkowskiego więzienia (na zdjęciu), pod koniec 1876 roku został osądzony i skazany. Ale tuż przed odesłaniem do rot aresztanckich ponownie uciekł.

Częste gościny po okolicznych aresztach i ucieczki, szczególnie ta z nowoczesnej jak na ówczesne lata Twierdzy w Dęblinie (wzniesionej w 1847 roku) sprawiły, że Orłowski zaczynał zdobywać sobie duże poszanowanie wśród współwięźniów, które zaowocowało w kolejnym etapie jego przestępczej działalności. Odtąd nie działał sam, stworzył bandę, a mając pewne znajomości po okolicznych wsiach, już nie dawał się tak szybko złapać. Jego działania zaczęły stopniowo nabierać rozgłosu i legendy.

Swoje nowe otwarcie, jako przywódca bandy, 29-letni Jan Orłowski rozpoczął we wrześniu 1877 roku. W nocy z 8 na 9 września w towarzystwie Jana Piwowarskiego, dokonał kradzieży w Węgrzynowie na Franciszka Ratuszewskiego. Złodzieje wszedłszy przez okno, wynieśli przez nie do ogrodu kufer, który tam otworzyli. Skradzione przedmioty: dwa futra, kołdra i koszule, przyniesiono do domu Piwowarskiego w Augustynowie. Orłowski zabrał później jedno futro dla siebie, ale wymienił je w Podolinie na palto z tamtejszym karczmarzem Lubartowskim.

U Jana Piwowarskiego i jego rodziny miał Orłowski zawsze pewną i bezpieczną ostoję, bo im za to płacił. Często u nich bywał, wraz ze swymi kompanami oraz swoją dziewczyną, 22-letnia Józefą Kantorską. Orłowski często ukrywał się również w Piotrkowie u mieszczanina Józefa Czerwińskiego. To u Czerwińskiego miał podobno poznać swoją przyszłą dziewczynę.

Również we wrześniu, po wybiciu okna, dokonał kradzieży u Mośka Szterna w gminie Górki. Orłowski skradł zamknięty tłumok z rzeczami oraz fuzję. Kolejna kradzież miała miejsce w Szczukocicach. Tam Orłowski z niejakim Wojciechem Grzaneckim podkopali się do spichlerza Jakuba Siejary, z którego skradli różne przedmioty, m.in. kożuch i około 20 funtów lnu. Skradzione przedmioty zabrał ze sobą Grzanecki, dając w ramach rekompensaty Orłowskiemu 10 rs.

Listopad 1877 r. stał pod znakiem kradzieży krów. Z obórki w Piotrkowie na przedmieściu za mostem drogi żelaznej, należącej do Franciszka Grzębińskiego, po wyłamaniu zamka,  Orłowski wyprowadził krowę, którą odprowadził do Piwowarskich do Augustynowa. Piwowarscy krowę zarżnęli.  15 listopada w nocy, we wsi Cekanowie, z zamkniętej obory dzierżawcy Stanisława Sałacińskiego uprowadzono cztery krowy. Orłowski kradzieży tej dokonał raz z włościanami Grzaneckim i Porczyńskim. Po dwie krowy wzięli włościanie, dając zapewne Orłowskiemu jakąś rekompensatę za pomoc.

26 listopada Orłowski był wraz z Franciszkiem Pieczyńskim w Piotrkowie, gdzie przyjechali bryczką. Tam załatwiali jakieś interesy. Po odesłaniu bryczki wyprawili się piechotą plantem drogi żelaznej do Kamieńska. W drodze przyłączył się do nich jeszcze jeden kompan nazwiskiem Stasiak i tak w trójkę włóczyli się po okolicznych lasach, wyprawiając się od czasu do czasu do okolicznych zabudowań za pożywieniem. 1 grudnia w nocy, Orłowski wraz z Antonim Kijewskim napadli we wsi Karolina w pow. częstochowskim na mieszkanie Agnieszki Janiczkowej. Bandyci wdarli się do mieszkania przez okno. Zabrali zawartość kufra, do którego klucz dał im zastraszony syn właścicielki. 3 grudnia czteroosobową bandę Orłowskiego niedaleko stacji Widzew na plancie drogi żelaznej, spotkali strażnicy ziemscy. Orłowskiemu, Antoniemu Kijewskiemu i jeszcze jednemu n.n. udało się uciec. Strażnicy zatrzymali zaś 19-letniego Franciszka Pieczyńskiego, od którego otrzymano pierwsze obszerniejsce zeznania na temat wyczynów Orłowskiego.

16 grudnia doszło do ostatniego przed nowym rokiem, ale pierwszego bardzo głośnego czynu. Orłowski po wyłamaniu zamków u drzwi i otwarciu kufra, dokonał kradzieży 800 rs. u Franciszka Krawczyka vel Karuby w Biskupiej Woli. Objaśnień dotyczących rozkładu izb u Krawczyka udzielił Orłowskiemu niejaki Franciszek Gaduła. Z Gadułą znał się Orłowski jeszcze z czasów pobytu w więzieniu. Wtedy to dowiedział się, że w Biskupiej Woli, rodzinnej wsi Gaduły, mieszka bogaty włościanin Krawczyk. Już wówczas zaplanowali kradzież. Po napadzie na Krawczyka, Orłowski z Kantorską udał się za granicę do Ostrowa (będącego w granicach Prus), gdzie nabył trzy rewolwery. Powracając do kraju do Kalisza Orłowski został aresztowany, ale udało mu się uciec.

Napad na Krawczyka przyniósł rozgłos Orłowskiemu. Zaczęły o nim pisać gazety codzienne, a ludność zaczęła opowiadać o nim legendy. Orłowski był wtedy jeszcze bezpieczny. Święta Bożego Narodzenia spędził u Piwowarskich, a po nich, pewnie dla uspokojenia sytuacji, zaniechał na kilka tygodni swych czynów. Pod koniec stycznia 1878  ruszy jednak do kolejnych działań…

C.D.N.

Przemysław J. Łaski

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*