Akcja w młynie pod Wolborzem

Podczas II wojny światowej stanowiący element hitlerowskiego aparatu terroru polscy policjanci granatowi, nierzadko wykazywali się dużą gorliwością wobec okupanta. Wspólna akcja z żandarmerią niemiecką podczas akcji w bogusławickim młynie pod Wolborzem, jest tylko jednym z wielu przykładów.

Urodzony 28 listopada 1913 r. Józef Dybała, mieszkaniec Moszczenicy, na pocz. II wojny światowej trafił do obozu jenieckiego Stalag II D Stargard, skąd zwolniony został w październiku 1940 r. na roboty przymusowe do pobliskiej wsi Treptow. Wiosną 1943 r. uciekł z terenu III Rzeszy. Po ucieczce ścigany był przez policję oraz Arbeitsamt. Musiał się ukrywać.

Jednym miejsc ukrycia był należący wówczas do rodziny Linków młyn „Kula” w Bogusławicach. Rankiem 9 listopada 1944 r. zastała go tam żandarmeria niemiecka, która otoczyła młyn. W obławie brał udział również komendant posterunku policji granatowej w Wolborzu Kazimierz Błaszczyk, ponoć sympatyk Narodowych Sił Zbrojnych.

– Gdy mąż ich zobaczył starał się uciekać – wspominała Irena Dybała. Gdy Józef Dybała próbował uciec komendant Błaszczyk oddał do biegnącego Dybały jeden strzał w nogi. Dybała przewrócił się tuż za progiem młyna na ziemię. Za Dybałą wybiegł Błaszczyk i trzech żandarmów niemieckich z pistoletami maszynowymi w rękach. Błaszczyk odwrócił rannego Dybałę twarzą do góry i zaczął coś spisywać. Gdy skończył, odszedł na bok, a żandarmi wciągnęli rannego Dybałę do sieni, gdzie dobili go serią z automatu.

To nie był koniec. Na polecenie Błaszczyka wszyscy mieszkańcy młyna mieli opuścić młyn i stanąć pod ścianą.

– Po zabiciu Dybały komendant Błaszczyk aresztował mojego szwagra, który został stracony – wspominała Bronisława Linek, właścicielka młyna. „Z mieszkania zabrał wszystko meblowe, futra, bieliznę oraz biżuterię. Kuzynce wysiedlonej z Warszawy wszystkie kosztowności na sumę 500 000 zł. Kosztowności kuzynki znajdowały się w zamkniętym kufrze, który został przez Błaszczyka porąbany” – mówiła Linkowa. 15 listopada ona sama została aresztowana przez Błaszczyka.

– Przy śledztwie zarzucano mi przechowywanie i udzielanie pomocy partyzantom – wspominała. – Przy aresztowaniu żandarmi niemieccy chcieli mnie zwolnić, lecz Błaszczyk powiedział do żandarmów, że ja jestem „najgorszą bandytką i przetrzymuję bandytów leśnych”.

Komendantowi Błaszczykowi oprócz pomocnictwa w licznych aresztowaniach (m.in. wolborskich nauczycieli – zobacz: „Kulisy aresztowania kierownika szkoły w Wolborzu” ) zarzucano prześladowanie ludności polskiej i zabicie Żydów (w tym dzieci).

Po młynie w którym zabity został Dybała pozostało niewiele, co widać na załączonym zdjęciu.

Przemysław J. Łaski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *