Gdy czerwień gościła nie tylko na sztandarach! Pierwszomajowy dzień w II RP

Święto ludzi pracy obchodzone jest od 1 maja 1890 roku. Święto wprowadziła rok wcześniej II Międzynarodówka dla upamiętnienia wydarzeń z pierwszych dni maja 1886 w Chicago, gdy policja brutalnie rozprawiła się z protestującymi robotnikami. W Polsce obecnie – może poza największymi miastami – obchodzone jest bardzo skromne. Nawet w Warszawie pochody czy manifestacje nie mają takiego rozmachu jak w krajach Europy Zachodniej czy na innych kontynentach. Może to dowodzić jedynie o słabości organizacyjnej polskich pracowników, o słabości związków zawodowych (jeśli w ogóle można je jeszcze tan nazywać).

Przed II wojną światową społeczeństwo potrafiło się jednak bić (dosłownie!) o swoje prawa, poprawę warunków pracy i zarobków. 1 Maja nie był wówczas świętem państwowym, ale i tak odbywały się liczne pochody, manifestacje, dochodziło też często do strajków. Bardzo często na ulicach lała się też krew. Pochody w okresie II RP były często atakowane przez nacjonalistyczne bojówki a nawet policję, dochodziło do morderstw działaczy klasowych związków zawodowych i partii socjalistycznych i komunistycznych.

W Łodzi osiemdziesiąt dwa lata temu, 1 maja 1936 roku – jak donosił dziennik „Republika” – odbyły się trzy odrębne pochody. Pierwszy zorganizowała Polska Partia Socjalistyczna – dawna frakcja rewolucyjna, drugi Związek Związków Zawodowych, a trzeci pochód zorganizowany był przez P.P.S., Niemiecką Socjalistyczną Partię Pracy i żydowski Bund. W trzecim pochodzie wzięli podobno też udział chłopi małorolni z powiatu łódzkiego oraz delegacja Stronnictwa Ludowego. Miał on być zdecydowanie najbardziej licznym – szło w nim podobno około 30 tys. osób – jak opisywała socjalistyczna prasa. W pochodzie szło kilkanaście orkiestr, a porządku pilnowała milicja porządkowa.

W pochodzie, w którym nie brakowało czerwonych sztandarów, pewną innowacją – jak podkreślała „Republika” – były wielkie barwne portrety wodzów socjalistycznych:  Marxa i Engelsa, Ignacego Daszyńskiego, Caballero (przywódcy socjalistów hiszpańskich), Bluma (przywódcy socjalistów francuskich) i Mateottiego – zabitego przywódcę włoskich socjalistów.

Obok sztandarów i portretów niesiono szereg karykatur, m.in. dużego osła z napisem „Jestem endekiem – czytam Orędownika” i jeszcze większą ilość transparentów z napisami jak: „Żądamy pracy i chleba”, odnoszący się do walki z analfabetyzmem  – „Milion dzieci poza szkołą”, „Wszyscy ludzie są naszymi braćmi”, „Wolności, pracy, pokoju!” czy „Precz z antysemityzmem”.

Na ulicy Piotrkowskiej, przez którą szedł pochód, czerwień zagościła nie tylko na sztandarach jak wierszu „Łódź” Władysława Broniewskiego. Przy kamienicy oznaczonej numerem 91 doszło do bijatyki na kamienie, pałki i laski. Padły też strzały. Polała się krew. Jak się okazało, w jednej z bram (gdzie podobno mieściła się filia antyżydowskiego „Orędownika”) czaiła się próbująca zatrzymać pochód liczna endecka bojówka. Tym razem skończyło się tylko na kilkunastu rannych. W porę zainterweniowała tam ponoć policja, zatrzymując w sumie prawie sto osób – endeków. Przy zbiegu ulic Piotrkowskiej i Moniuszki endecy ponownie zaatakowali idących w pochodzie, tym razem harcerzy. Na Placu Wolności z kolei do pochodu dołączyli się łódzcy komuniści z portretami Trockiego i Lenina. Mimo, iż szli spokojnie, ich też zatrzymała policja.

Tego samego dnia – jak donosiło „Echo” – w Pabianicach organizacje socjalistyczne proklamowały strajk powszechny wobec czego wszystkie mniejsze zakłady przemysłowe były nieczynne. Sam pochód i akademia odbyły się tam w spokoju. Strajki od kilku dni odbywały się już wówczas w wielu zakładach i fabrykach w Łodzi i Rudzie Pabianickiej.

Tak było ponad osiemdziesiąt lat temu. Choć poprawa warunków pracy w porównaniu z latami przedwojennymi jest niewątpliwa, to  nadal jest o co walczyć. Żyjemy w kraju gdzie koszty pracy, a zarazem pensje, wciąż są najniższe (czy prawie najniższe) w porównaniu z pozostałymi krajami Unii  Europejskiej. Są aż 3-krotnie niższe od unijnej średniej! Nawet propaganda sukcesu płynąca przez rządowe i liberalne media tego nie zmieni, bo podawana jako przykład „dobrobytu” wzrastająca średnia płaca, jest dla większości pracowników wzięta wprost z kosmosu i świadczyć może jedynie o wielkiej dysproporcji w zarobkach, o tym, że istnieje wśród nas garstka społeczeństwa, która zarabia niewyobrażalnie dla nas pieniądze.

Przemysław J. Łaski

 

 

Udostępnij ten artykuł swoim znajomym:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *