Międzywojenne dzieje stada ogierów w Bogusławicach. Cz. IV – W obliczu wojny

 

Nadszedł 1 września 1939 roku. Po ataku wojsk niemieckich z północy i zachodu, stado w Bogusławicach zostało ewakuowane. Około 120 ogierów oraz kilkanaście sztuk doskonałych klaczy ze źrebiętami po kilku dniach, uciekając przed szybko posuwającym się frontem, wyruszyło na wschód. Niestety w czasie ewakuacji pod gradem spadających bomb zginęła większość koni i wiele osób z obsługi. Zginął również trafiony odłamkiem kierownik stada Tadeusz Nosarzewski. Było to 9 września 1939 roku – miał 54 lata. Zdziesiątkowane stado wróciło na przełomie października i listopada do Bogusławic, a stadninę przejęli Niemcy, świadomi wartości jaką posiadała.

Po II wojnie światowej w dobie PRL stado w Bogusławicach odbudowano pod nazwą przedwojenną i tradycję hodowli ogierów z powodzeniem kontynuowano aż do lat 90-tych XX w.  W 2000 roku stadninę sprywatyzowano. Teraz po dawnej świetności nie ma już śladu, o czym świadczą np. zaniedbane zabudowania stada (na zdj. była powozownia – stan obecny)

Długoletni powojenny dyrektor stada Andrzej Osadziński – dziś już, podobnie jak Kajetanowicz i Nosarzewski, legenda Bogusławic – tak zauroczył się stadem w okresie międzywojennym, że po latach, mówiąc o dosiadanych w młodości koniach, wspominał:

Zaczynałem bardzo wcześnie, jako młody chłopak. W pamięci jednak utkwiły mi dwa, Syzyf, na którym jeździłem wtedy gdy byłem (jeszcze przed wojną) ten jeden dzień w Bogusławicach, i Freja – wspaniała  klacz, na której walczyłem.[1]

Jeśli tylko ten jeden dzień spędzony w Bogusławicach wystarczył by wracając z Kampanii Wrześniowej tam skierował swe losy, jest to tylko dowodem jak wspaniałym przedsięwzięciem musiało być już w okresie międzywojennym słynne wówczas na całą Polskę Państwowe Stado Ogierów w Bogusławicach – znakomita inicjatywa lokalna na rzecz rozwoju produkcji rolnej, sportu konnego i wojskowości.

PSO Bogusławice łączyło ludzi wspólnych zainteresowań, pasji i obowiązku.  Częste były w środowisku tym związki i miłości, więc zaloty między pracownikami stada nie były rzadkie. Jeden z nich, zakończony jednak pechowo, zanotowała nawet przedwojenna prasa:

W majątku Państwowej Stadniny Ogierów w Bogusławicach, robotnica Józefa Łaska, zatrudniona przy maszynowym obieraniu kartofli uprawiała flirt z jednym z robotników. Skutki flirtu okazały się tragiczne, gdyż w czasie swej obrony, zamiast uderzyć napastującego, przez nieostrożność wsadziła rękę w będące w ruchu koło zamachowe, które złamało jej przedramię.[2]

Nic dodać, nic ująć…

Przemysław J. Łaski

zobacz: Międzywojenne dzieje stada ogierów w Bogusławicach. Cz. III – Lata trzydzieste

[1] „Dziennik Łódzki” 1983, nr 105 (30.05.1983), s. 3
[2] „Echo” 1939, nr 27 (27.01.1939)

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*